Życie w czasach zarazy

„Co za dziwne czasy” – słyszę dość często – zwłaszcza od ludzi, którzy już wiele przeszli w swoim życiu. Zgodnie twierdzą, że sytuacja w jakiej znaleźliśmy się z powodu koronawirusa jest wyjątkowa, wręcz niespotykana. Pandemia wywróciła do góry nogami porządek świata na każdym polu: społecznym, ekonomicznym, socjologicznym. Wszyscy zadają sobie pytanie: kiedy to się skończy, kiedy życie wróci do normy? A ja zastanawiam się, jaki wpływ pandemia będzie miała na nasze dalsze życie.

Cofnijmy się o kilka miesięcy. Jest początek marca 2020 roku, w mediach już mówi się o pandemii wirusa, który sparaliżował Chiny. Napływają do nas informacje o setkach zakażeń, zamykaniu fabryk, paraliżu ekonomicznym i społecznym. Słuchamy tych informacji jak ciekawostek, ale nikt nie myśli, że ta „zaraza” może dosięgnąć także nas. To trochę jak z wiadomościami o konflikcie zbrojnym w obcym kraju lub kataklizmie w odległym zakątku świata. Oczywiście takie zdarzenia budzą w nas emocje, nawet strach, ale z drugiej strony odczuwamy ulgę, że u nas jest spokój. 

Mijają mniej więcej dwa tygodnie i także nasz los staje się niepewny. Rząd wprowadza restrykcje, zamyka instytucje publiczne, restauracje, kina, galerie handlowe place zabaw. Nie można wychodzić do pracy, spotykać się ze znajomymi, a nawet rodziną. Nasze życie zostaje ograniczone do czterech ścian własnego domu, który z azylu zamienia się w przedszkole, szkołę, biuro, salę konferencyjną, całodobową kuchnię, pralnię, prasowalnię… – w jednym.

Nasza wolność została mocno ograniczona, co gorsza – w atmosferze strachu i niepewności o jutro. Nikt nie wie, ile to potrwa. Nikt nie wie, czym grozi zarażenie się koronawirusem. Najmądrzejsze, lekarskie głowy rozkładają ręce z niewiedzy – niczym laicy dopiero zaczynający swoją przygodę z poważną medycyną. Mam to szczęście, że w moim życiu nie musiałam doświadczyć okrucieństwa i strachu, jaki niesie za sobą wojna. Do tej pory nikt nie ograniczał moich praw, czy wolności w poruszaniu się i korzystaniu z dobrodziejstw postępu kulturowego. Myślę, że wyjątkowość sytuacji pandemii polega na mierzeniu się z niewidzialnym wrogiem, który czyha na nasze zdrowie (albo i życie) dosłownie z powietrza. Nie można przed nim uciec, wyjechać do innego kraju, szukać bezpiecznego miejsca. I to jest dla mnie najbardziej przerażające. 

Nie będę się rozwodzić na temat mojego zdania na temat koronawirusowej paniki. Wałkuję ten temat z wieloma mądrymi osobami, które z racji swoich medycznych korzeni wiedzą na ten temat nieco więcej niż zwykły, szary człowiek, jak ja. Ogólny wydźwięk jest taki, że nie ma co przesadnie panikować. Należy oczywiście zachować zdrowy rozsądek i nie narażać się na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Ale nie trzeba wariować. A świat totalnie zwariował.

Ciekawe w sytuacji pandemii jest także to, że jest ona wydarzeniem dosłownie globalnym. Strach przed koronawirlsem zaszedł tak daleko, że skutki gospodarcze, ekonomiczne i socjologiczne będą odczuwalne jeszcze przez długi czas. Chyba jeszcze nigdy te „poważne” sprawy tak dotkliwie nie odbiły się na zwykłych ludziach, którzy stracili pracę, lub byli zmuszeni pogodzić się ze zmniejszeniem wynagrodzenia, by ją utrzymać. Szkoda tylko, że koszty życia tak drastycznie nie spadły…

Do tej pory nie znam sytuacji, w której chorzy ludzie są odsyłani ze szpitala, ponieważ tam ryzyko zakażenia jest jeszcze większe. Lub z powodu braku personelu, który mógłby udzielić im pomocy.

Nigdy nie chciałam wyobrażać sobie sytuacji, w której ludzie najbardziej potrzebujący – starsi i schorowani, potrzebujący stałej opieki i pomocy, zostaną od niej odcięci. Zostają sami w domu, nie mogą wyjść do apteki, czy sklepu po jedzenie. Nie mówiąc o tym, że nie mają się do kogo odezwać przez kilka miesięcy. Takie konsekwencje pandemii poruszyły mnie najbardziej. 

Wiecie, dla mnie osobiście kwarantanna była dobrym doświadczeniem. Mimo trudnych momentów, w ostatecznym rozrachunku jestem wdzięczna za ten czas, który poniekąd z przymusu spędziliśmy wspólnie z całą rodziną. Myślę, że to dobre doświadczenie dla nas jako małżeństwa, ale także dla Różyczki. Ona bez wątpienia jest główną wygraną tego zamieszania – w końcu jeszcze nigdy w życiu nie miała okazji spędzić kilku miesięcy 24 godziny na dobę z obojgiem rodziców. Była przeszczęśliwa. Kuba zobaczył, ile pracy i wysiłku kosztuje pełnoetatowa opieka nad dzieckiem i organizacja domu oraz, co najtrudniejsze, pogodzenie tego z obowiązkami zawodowymi. Ja również nabrałam więcej szacunku do trudności, z jakimi mierzy się na co dzień. Gdy człowiek nie uczestniczy w zmaganiach z problemami, nie jest w stanie w pełni zrozumieć przez jaki wysiłek i stres przechodzi druga osoba. 

Choć staramy się wrócić do normalnego życia, to mam wrażenie, że jeszcze długo nie będzie ono jak dawniej. Praca, zakupy, a nawet życie towarzyskie przeniosło się do internetu (to muszę oddać – bez wątpienia taka forma jakiegokolwiek kontaktu jest najbezpieczniejsza). Dość zabawna jest konsternacja przy ewentualnych spotkaniach ze znajomymi. Kiedyś rzucaliśmy się w ramiona, bez wahania całując w policzek (lub dwa). A teraz tzw. „żółwik” zdaje się być w niektórych przypadkach zbyt odważny. Warszawskie ulice, choć samochodowo zatłoczone, w ilości spacerujących ludzi nie przypominają stolicy sprzed kilku miesięcy. Widok zamaskowanych ludzi z definicji budzi strach. I nakłania do refleksji: „jak długo to jeszcze potrwa?”.

Mówi się, że koronawirus nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale ja wyczekuję dnia, kiedy wszelkie zagrożenie i strach pójdą w niepamięć. Kiedy odzyskamy nasze dawne, wolne życie. Mam jednak nadzieję, że doświadczenia, jakie nabyliśmy za sprawą kwarantanny zostaną z nami na zawsze, bo nie ma nic cenniejszego i piękniejszego niż wspólnie spędzony czas i pokonywanie trudności z osobami, które są dla nas najważniejsze. A reszta to tylko dodatek do życia. 

Ilustracje: Edyta Klaper

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.