Nieletni nauczyciel życia

Utarło się, że w komórce rodzinnej to rodzic spełnia rolę nauczyciela. Jest przewodnikiem młodego człowieka, pokazuje mu życie. Tworzy kręgosłup moralny, przekazuje wartości. Tymczasem okazuje się, że dorośli mogą się uczyć od dzieci. Niektórzy z pewnością powinni.

Po urodzeniu dziecka moim głównym celem w życiu stała się opieka nad małym człowiekiem. Podeszłam do tej roli z ogromnym przejęciem i zaangażowaniem. Co ciekawe, rosło ono w miarę odkrywania poziomu swojej niewiedzy na temat nowego rozdziału w życiu. Bo rzeczywiście okazało się, że wychowywanie dziecka jest ogromnym wyzwaniem i bardzo szybko zaczęłam żałować, że dzieci nie rodzą się z dołączoną instrukcją obsługi (surpriseee!). Chciałam być idealną matką, to naturalne. Zaczęłam więc studiować mądre lektury, stosować się polecanych metod wychowawczych z nadzieją, że praca, którą inwestuję w rozwój małego człowieka, zaprocentuje w przyszłości. Nigdy nie miałam w sobie pierwiastka przywódczego, ale nowa sytuacja zmusiła mnie do przejęcia sterów małego człowieka i bardzo szybko się do niej przyzwyczaiłam. Dla jej dobra. Wiedziałam, że teraz to ja muszę być silniejsza, mądrzejsza, szybsza, ciekawsza, bardziej przewidywalna i przebiegła od wszystkich istot na Ziemi, by uchronić swoje maleństwo. 

Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że gdzieś po drodze moja teoria o nastawieniu się na opcję „dawanie” okazała się fałszywa. Zauważyłam bowiem, że wbrew utartym stereotypom i debilnie brzmiącym, staropolskim powiedzonkom na temat dzieci (np.: „jak masz pszczoły, to masz miód, jak masz dzieci, to masz brud, smród i ubóstwo” albo „dzieci i ryby głosu nie mają”), dzieci nie tylko biorą od swoich rodziców, ale także wiele im dają. Mam nawet mocne przypuszczenia, że dają więcej, niż biorą, pod warunkiem, że my – dorośli chcemy to dostrzec i przyjąć.3-1.jpg
Na poparcie tej teorii mam pewien przykład. Ma on ponad 2 lata i nazywa się Róża. Odkąd ten mały człowiek zaczął jakkolwiek kumać otaczający ją świat i podejmować interakcje z pojawiającymi się na jej drodze ludźmi, osobami, a nawet przedmiotami, obserwowanie jej sprawia mi jeszcze więcej frajdy, niż gdy była w formie naleśnika ze słodko łypiącymi oczkami. Róża jest bardzo grzecznym, choć temperamentnym dzieckiem. Dzięki temu miałam większą łatwość dawania jej możliwości eksplorowania świata na swój sposób i przyglądania się jej postępom z boku. Całe szczęście, że byłam na tyle  przytomna, by dać jej tę wolność. Dzięki temu to Róża tchnęła do naszego świata swoje, niczym nieskalane wartości, które mnie ulepszają.  Być może brzmi to niewiarygodnie, ale to właśnie wpływ tego małego człowieka spowodował wiele pięknych zmian w moim życiu. Bo jakby to głupio nie zabrzmiało, to ona nauczyła mnie wielu ważnych rzeczy…

MIŁOŚCI

Może wam się to wyda absurdalne, ale to właśnie Róża pokazała mi, czym jest miłość. Trudno jest to wytłumaczyć, na pewno jeszcze trudniej zrozumieć, zwłaszcza ludziom bez dzieci. Być może to ja jestem super wrażliwa i dorabiam sobie filozofię do totalnie normalnych sytuacji, ale prawda jest taka, że dopóki nie urodziłam Róży, nie wiedziałam, czym jest miłość. To znaczy wydawało mi się, że wiem, ale nie miałam o niej zielonego pojęcia. Dopiero gdy urodziłam dziecko, dałam nowe życie, które jest cząstką mnie. Dopiero gdy ją zobaczyłam, zrozumiałam, czym jest bezgraniczna, bezwarunkowa miłość. Taka, która rozbraja cię na kawałki w najmniej oczekiwanym momencie. Taka, która dodaje sił do walki, nawet gdy nie masz ochoty ruszyć ręką. Taka, która pokazuje, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych, gdy walisz głową w mur. Taka, która w trosce o dziecko otwiera ci usta w sytuacjach, w których do tej pory nie miałaś odwagi się odezwać. Jest to także miłość fizyczna. Tak silna, że rozpiera od środka. Masz wrażenie, że jedyny sposób na jej ujście to wyściskanie małego człowieka z całych sił. Na szczęście w ostatniej chwili zaciskam zęby, żeby się opamiętać, bo przecież nie chcę zrobić tej małej istocie krzywdy. Całą tę obezwładniającą siłę przemieniam na całusy, które mogłabym jej dawać cały dzień. Od rana do nocy. Zresztą w sumie tak jest – całuję ją zawsze, wszędzie i po wielokroć. Choć Róża ma dopiero nieco ponad dwa lata to bez wątpienia powiedziałam więcej razy „kocham Cię”, niż wszystkim innym osobom przez całe moje życie.

dziecko 3.jpg

ŻYCZLIWOŚCI

Staram się być miła i uprzejma, jednak chyba nie zawsze mi się to udaje. Zrozumiałam to przy Róży, która sprowadza mnie na ziemię, gdy oddalam się myślami na swoją planetę. Jestem wtedy nieobecna myślami, nie zauważam ludzi, nie przywiązuję wagi do tego, co się dzieje wokół mnie. To często dawało obraz mojej osoby, jako wyniosłej i niedostępnej, a ja po prostu wybierałam się w podróż w swój własny kosmos. Jednakże teraz coraz rzadziej się tam udaję. Znacznie bardziej przywiązuję uwagę do tego, co tu i teraz. Nauczyła mnie tego Róża. Gdy wchodzi do nowego miejsca, mimo wyraźnego zawstydzenia, zawsze się wita. Gdy wychodzi, słodkim głosikiem mówi „papa” i posyła buziaczki w każdą stronę. Robi to nawet wychodząc z supermarketu i nie zniechęca się faktem, że w takim skupisku ludzi mało kto zwraca na nią uwagę i odwzajemnia jej życzliwość. Wtedy wkraczam ja i zawsze jej odpowiadam. Róża zaczepia ludzi na ulicy, uśmiechając się im prosto w oczy lub zagadując swoim niezrozumiałym jeszcze slangiem. Podpatruję ją, naśladuję jej życzliwość i uczę się, jak być po prostu milszym człowiekiem.

dziecko 2

RADOŚCI Z MAŁYCH RZECZY

Nigdy nie zwracałam uwagi na padający śnieg (no może oprócz tego, że mnie wkurzał), na latające ptaki, czy spacerujące po ulicy psy. Po prostu tam były, bo to normalne. Dla dziecka te wszystkie stałe elementy przyrody są tak interesujące i ciekawe, że wariuje ze szczęścia, gdy je widzi. Każdy nowy przedmiot budzi fascynację i ten szczery, niczym nie skażony uśmiech. On jest uzależniający! Teraz sama szukam okazji, by go sprowokować. Pokazuję Róży nowe przedmioty, interesujące obiekty z nadzieją, że zobaczę na jej buzi szczęście w najczystszej postaci. Bo to widok piękniejszy niż krajobraz rajskich wysp. dziecko-1.jpg

SŁUCHANIA

Ten jej wzrok, kiedy próbuje coś do mnie powiedzieć, ale jeszcze nie wie jak, jest absolutnie obezwładniający. On woła: „mamo, zatrzymaj się, spójrz na mnie, próbuję ci coś przekazać”. Wtedy wymiękam, rzucam wszystko, klękam przy niej i czekam aż te jeszcze zalążki słów wyjdą z jej usteczek. Nauczyło mnie to słuchania innych, poświęcania większej uwagi temu, co mówi druga osoba. Ona daje mi to samo. Gdy jej coś tłumaczę, czuję dużą odpowiedzialność, bo wiem, że wierzy we wszystko, co powiem. Skupia się na mnie, patrzy mi prosto w oczy, po czym na koniec mówi „tak” i uznaje to za dogmat, niepodważalną prawdę. Ta mała istotka nauczyła mnie dawać to, co tak trudno wyegzekwować od drugiego człowieka. Atencję, zrozumienie, zaufanie. 

Wiem, że rodzic zawsze powinien zostać rodzicem. Nie pochwalam zamiany ról, w której to dziecko przejmuje stery i ustawia całą rodzinę. Zauważyłam jednak, że często bagatelizujemy uczucia, emocje, obserwacje i spostrzeżenia dziecka. Nie bierzemy pod uwagę, że możemy się od niego wiele nauczyć lub dostrzec coś, co mogło nam umknąć. Dopiero na etapie pełnoletności traktujemy je jako równego partnera. Ogromna szkoda, bo taki mały człowiek potrafi być lepszym nauczycielem życia, niż wielu rodziców. Potrafi być lepszym obserwatorem świata, niż niejeden dorosły. Potrafi być lepszym lekarstwem dla duszy niż niejeden psychoterapeuta. roza dziecko

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

3 myśli w temacie “Nieletni nauczyciel życia

  1. … piękny artykuł, jak wiele w nim prawdy…spłakałam się cała, te małe ludziki mają w sobie całą mądrość wszechświata dopóki świat nie wtłoczy ich w ramy dorosłości i nie nauczy widzieć przez ramki poprawności…wystarczy widzieć, słyszeć, słuchać, być, zatrzymać się, docenić…a tyle się można nauczyć

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s