DermaPen – długopis młodości

Marzy ci się powrót do czasów młodości, kiedy skóra twarzy była lśniąca jak jedwab i delikatna jak pupa dziecka? Mi tak! Dlatego zamiast fantazjować, wzięłam się do roboty. A gdy wcieranie kremów nie przynosi oczekiwanych efektów, pora na poważniejszy arsenał. Na przykład zabieg z użyciem magicznego DERMAPENA.

Wiecie, że jestem amatorką kosmetyków. Ale jest wciąż pewna, nieodkryta przeze mnie sfera świata beauty. Mówię o zabiegach na twarz, których do tej pory po prostu się obawiałam. Jednak dostaję od was o nie tyle pytań, że postanowiłam wziąć się w garść, pokonać swoje strachy i rozeznać się w temacie. Warunek był jeden: opcje typu hardcore nie wchodzą w grę, stawiam na zabiegi nieinwazyjne lub (co najwyżej) mało inwazyjne. Po rozeznaniu się w temacie uznałam, że na pierwszy ogień zabieg z użyciem urządzenia o nazwie DERMAPEN będzie idealną opcją.

Jakkolwiek by to o mnie nie świadczyło, do tej pory na palcach jednej ręki mogłabym zliczyć zabiegi na twarz, którym się poddałam w całym moim życiu. W zasadzie można by je zliczyć na jednym palcu, bo był to dokładnie jeden zabieg. Nawet trudno mi powiedzieć, co to było. Coś z kwasami, które miały złuszczyć martwy naskórek, pobudzić skórę do życia, nadać jej blasku i młodzieńczego wyglądu. Było to kilka lat temu i pamiętam, że cholernie bolało, a raczej szczypało. Sam zabieg nie był zbyt przyjemny, czas rekonwalescencji też zostawiał dużo do życzenia, ale czego to się nie robi… Myślałam i wyczekiwałam super efektów, o których zapewniała mnie kosmetyczka. Dni, tygodnie mijały, a efektów ani śladu. Oprócz tego, że piekielnie bolało, no i mój portfel uszczuplił się o kilka stówek. Ok, być może nie można spodziewać się cudów i po jednym zabiegu z reguły nic nie widać. Trzeba uzbroić się w cierpliwość, zarobić krocie i konsekwentnie inwestować pieniędzmi i cierpieniem, by skóra twarzy zaczęła współpracować. No tylko ja nie jestem masochistką, nie mam studzienki wypełnionej pieniędzmi, a do tego trochę boję się ryzykować swą jedną jedyną twarzą z nadzieją, że coś z tego wyjdzie. 

Przyznajcie, że miałam prawo się zniechęcić. Wtedy do akcji wkroczyła moja kochana Ola. Właścicielka kliniki The Beauty Place w Warszawie – absolutna maniaczka urodowych nowinek i chodząca encyklopedia kosmetycznych trików. Choć generalnie Ola ma dar przekonywania, tak do wzięcia się za moją twarz namawiała mnie ponad rok. Już wtedy wspominała o wspaniałym urządzeniu o nazwie DERMAPEN, które zagościło w progach jej kliniki. Ale nie było takich wołów, które by mnie zaciągnęły na ten zabieg. I choć Ola powtarzała, że to najlepsze, co może spotkać moją twarz przez następnych kilka lat w dermatologii, jakoś widmo nakłuwania twarzy tysiącami igieł (tak to sobie wyobrażałam, zresztą – jak się później okazało – błędnie) średnio mnie przekonywało. Dopiero, gdy zobaczyłam pięknie zmieniającą się i młodniejącą w oczach twarz Oli, postanowiłam spróbować. Powiedziałam: „OK, dobra, robimy. Ale obiecaj, że nie będzie bolało”.

Urzadzenie DermaPen w klinice The Beauty Place Wesowow

Miałam prawo obawiać się bólu, w końcu DERMAPEN jest urządzeniem wyposażonym w system pulsujących igieł. Jednak Ola zapewniła mnie, że obecnie jest on najbezpieczniejszy i najbardziej efektywnym sposobem mikronakłuwania skóry. No i właśnie tu miałam największe obawy – po co mam nakłuwać skórę? I skąd mam wiedzieć, czy nie zrobi mi to krzywdy? Ola wyjaśniła, że opatentowana technologia DERMAPENA jest bezpieczna ze względu na mikroskopijną grubość igieł i pulsacyjny system ich pracy. W kwestii dezynfekcji i higieny około zabiegowej, to oczywiście zależne jest od osoby wykonującej zabieg i miejsca, w którym to robisz. Ja mam pełne zaufanie do czystości i kompetencji The Beauty Place, więc tutaj nie miałam wątpliwości. Jeśli chodzi o sens nakłuwania – to metoda tworzenia mikrourazów skóry, które pobudzają naturalne zdolności organizmu oraz wrodzoną zdolność naprawy skóry do produkowania naturalnego kolagenu. Krótko mówiąc – drażniąc skórę, mobilizujemy ją do „odżycia” (efekt odmładzania). Ok, zaczynamy. 

Zabieg uprzedzony został gruntownym wywiadem, który miał wykluczyć przeciwwskazania oraz dobrać odpowiednią do moich wymagań procedurę jego przeprowadzenia. Chodzi o to, by efekty były zgodne z oczekiwaniami. Następnie zaaplikowane zostało znieczulenie, które zmniejsza dyskomfort związany z pracą malutkich igieł. Do tego celu użyto maści EMLA. Z nałożoną maską spędziłam ok 20 minut przed zabiegiem, by mieć pewność, że skóra zostanie należycie chroniona.

Przygotowanie do zabiegu DermaPen Agnieszka Wesolowska Wesowow

Sam zabieg (ze znieczuleniem) nie jest bolesny. Lekkie ukłucia są delikatnie odczuwalne w momencie, kiedy pierwsza warstwa skóry zostanie już potraktowana DERMAPENEM, czyli kiedy znieczulone partie skóry są naruszone. Lekki dyskomfort odczuwalny jest w najbardziej wrażliwych miejscach twarzy: w okolicach oczu, przy skroniach, nosie i ustach. Czyli tam, gdzie skóra jest cienka i pozbawiona tkanki tłuszczowej. Bezpośrednio po nakłuciu, na twarz aplikuje się wybrane substancje odżywcze. To właśnie druga, ogromna zaleta DERMAPENA – dzięki jego właściwościom, działanie substancji odżywczych jest znacznie skuteczniejsze, gdyż docierają one do głębokich warstw skóry i nie zatrzymują się jedynie na jej powierzchni (jak w przypadku stosowania kremów).

Bomba witaminowa do zabiegu dermatologicznego Wesowow Agnieszka Wesolowska

Dodatkowo można dobierać różne substancje odżywcze dostosowane do indywidualnych potrzeb pacjentki. Mojej skórze Ola zafundowała koktajl z kwasu, witamin i minerałów. Taką odżywczą bombę, by nieco „podnieść” i ożywić moją skórę. Zabieg trwał około 30 minut. I nie ma co ściemniać – bezpośrednio po nim twarz wygląda jakby była poparzona alpejskim słońcem.

Po zabiegu DermaPen Agnieszka Wesolowska Wesowow

Taki efekt może utrzymywać się przez 2-3 dni po zabiegu, u mnie natomiast zaczerwienienie ustąpiło po 1,5 dnia od zabiegu. Następnie nastąpiło bardzo delikatne łuszczenie: u mnie widoczne było jedynie w okolicach nosa. Mniej więcej cztery dni po zabiegu moja skóra już w 100 procentach doszła do siebie i muszę przyznać, że dawno nie była tak piękna! Gładka, świetlista, bez przebarwień. Zrezygnowałam nawet z robienia makijażu, gdyż cera jest w tak ładnym stanie i kolorze, że nie wymaga korekcji podkładem! Zakochałam się w DERMAPENIE i na pewno niedługo powtórzę ten zabieg (można go robić mniej więcej co 3 tygodnie). Na zdjęciu poniżej efekt jego działania po 4 dniach od zabiegu:

Agnieszka Wesolowska po zabiegu Dermapen - 4 dni po.jpg

Po zabiegu trzeba bezwględnie unikać słońca. W tym celu należy używać kremu z wysokim filtrem, nawet w pochmurne dni promieniowanie słoneczne dociera do Ziemi, co po zabiegach kosmetycznych może skutkować poparzeniami i przebarwieniami skóry. Ponieważ po DERMAPENIE skóra jest bardzo rozdrażniona trzeba unikać kontaktu z chemikaliami i kosmetykami o wątpliwym składzie. Najlepiej używać delikatnych, dermatologicznych żeli do mycia lub oczyszczać skórę żelem do higieny intymnej (jest szczególnie delikatny). Przez tydzień po zabiegu należy smarować twarz kremem silnie regenerującym, który jest dedykowany skórze po zabiegach dermatologicznych. Takie kremy są bogate w witaminę K, C i E oraz glikoproteiny – substancje naprawcze skórę.

IMG_1579

Około dwa tygodnie po zabiegu z użyciem DERMAPENA, rekomenduje się infuzję tlenową, czyli tzw. DermaOxy. Jest to bezbolesny i nieinwazyjny zabieg, który odmładza i nawilża skórę na poziomie komórkowym. Po DERMAPENIE, taka kuracja jest jeszcze bardziej skuteczna i szybciej widoczna. Na ten zabieg już się umówiłam i na pewno go wkrótce opiszę. 

Można się zastanawiać, po co stosować jakiekolwiek zabiegi na przecież całkiem niebrzydką buzię i bezproblemową cerę, ale prawda jest taka, że skórę mamy tylko jedną, a czas bardzo działa na jej niekorzyść. Wysuszenie, środowisko, zanieczyszczenia, zła dieta – to wszystko przyspiesza procesy starzenia naszego organizmu. Jeśli jest coś, co może je spowolnić lub zatrzymać, to dlaczego nie spróbować ich działania? Jak widzicie długo biłam się z myślami, czy zacząć stosować metody, które mają pomóc przywrócić mojej skórze wygląd nastolatki. Zdecydowałam się na to wyłącznie dlatego, że znalazłam miejsce i osobę, której mogę w pełni zaufać. Musicie wiedzieć, że na rynku występuje wiele zamienników oryginalnego DERMAPENA – takie zabiegi są na pewno tańsze, ale mogą być też niebezpieczne. Oryginalny sprzęt posiada wymagane certyfikaty, które świadczą o jego skuteczności i gwarantują bezpieczeństwo wykonywanego zabiegu. Pamiętajcie także, że opisane przeze mnie wrażenia są subiektywne: każdy ma inną skórę, cerę i granicę bólu. To, co działa na mnie, może nie zadziałać na ciebie. Dlatego zachęcam do umówienia się na konsultację w zaufanym salonie piękności i oddanie się w ręce specjalisty, który dobierze zabieg dostosowany do potrzeb twojej skóry.

Urzadzenie DermaPen The Beauty Place Wesowow.jpg

Ilustracje: zdjęcia własne ®

Stopka 1

 

5 myśli w temacie “DermaPen – długopis młodości

  1. Wow, chyba skuszę się na taki zabieg,gdy będę miała kilka dni wolnych. Marzy mi się cera,na którą nie będę musiała nakładać podkładu 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s