Co dajesz, nie odbierzesz

Nam, rodzicom, często wydaje się, że jeśli dziecko jest małe, gdy jeszcze nie mówi, to na pewno nas nie rozumie. Wydaje nam się, że jeszcze nie jest świadome tego, co się wokół niego dzieje i na pewno niczego nie będzie pamiętało. Och, jak zgubne jest to przeświadczenie. Nie zdajemy sobie sprawy, że absolutnie wszystko, co je spotyka od pierwszych dni życia, będzie miało wpływ na jego przyszłość.

Kilka dni temu wybraliśmy się z Kubą do kina. Nie byliśmy tam od paru miesięcy, więc bardzo cieszyliśmy się na wspólny wieczór poza domem. Przed wyjściem Kuba sprawdził repertuar i zapytał, co mam ochotę zobaczyć. Było mi wszystko jedno, do momentu, kiedy zaczął wymieniać dostępne filmy. „<<Bohemian Rhapsody>>, ten o Queen” – powiedział – a ja poczułam ścisk w sercu i od razu krzyknęłam „tak!”. Kilka miesięcy wcześniej widziałam zapowiedzi tego filmu i już wtedy wiedziałam, że muszę go zobaczyć. Dlaczego? Ponieważ twórczość Queen towarzyszyła mi przez całe moje dzieciństwo. Mój tato uwielbiał ten zespół, był wielkim fanem Freddy’ego Mercury’ego. Miał każdą ich płytę, skupował winyle, puszczał wszystkie ich utwory przy każdej możliwej okazji. Pamiętam zresztą pewne moje urodziny, chyba siódme albo ósme. Od rana leciały największe przeboje Queensów, mieliśmy kolorowe czapeczki, mama upiekła tort. Pamiętam to jak przez mgłę, ale najwyraźniejszym wspomnieniem tego dnia jest utwór „I Want To Break Free”. il 3.jpg

Wtedy nie rozumiałam fascynacji mojego taty. Szczerze mówiąc, wówczas nie podobała mi się ta muzyka i nie wiedziałam, z jakiego powodu tak bardzo wielbi nieznanego mu człowieka. Dlaczego nazywa go geniuszem, dlaczego na swojej gitarze gra jego utwory i żałuje, że nie potrafi śpiewać jak on. Gdy puszczałam swoje ulubione zespoły (Spice Girls i Backstreet Boys), sugerował, że powinnam zainteresować się „prawdziwą” muzyką i przełączał na ostre, rockowe brzmienia w stylu „We Are The Champions”. Wtedy agresywny dźwięk gitary wzbudzał we mnie strach i niepokój. Zupełnie odcięłam się od pasji taty. Nawet, gdy jako dwudziestolatka słyszałam klubowe wersje piosenek Queen, nie zwracałam na nie najmniejszej uwagi. „To nie moja muza” – tłumaczyłam znajomym i uciekałam z parkietu.

I nagle jako 31-letnia kobieta poczułam drżenie serca, gdy w kinie zobaczyłam aktora łudząco podobnego do bohatera mojego taty. W oczach zebrały mi się łzy, gdy usłyszałam znane z dzieciństwa dźwięki. Jednym tchem oglądałam historię zespołu i życia człowieka, który pośrednio towarzyszył w najmłodszych latach mojego życia. Nawet teraz, gdy piszę ten tekst, mam ciarki na całym ciele. To uczucie jest tak dziwne, tak trudne do opisania…il 5

Dopiero po obejrzeniu tego filmu zrozumiałam fascynację mojego taty. To cudowna i jednocześnie tragiczna historia czwórki ludzi, którzy byli ze sobą na dobre i na złe. Ludzi o niesamowitych talentach, bezgranicznej odwadze i chęci walki o swoje marzenia, zapisujących tak mocny ślad w historii współczesnej popkultury. I w końcu historia o człowieku z jednej strony tak bystrym, a z drugiej – tak pogubionym. Zaczęłam się zastanawiać, jak to się stało, że wcześniej nic o nich nie wiedziałam. Być może gdybym znała ich historię wcześniej, inaczej patrzyłabym na pasję mojego taty. 

Sęk w tym, że oprócz puszczania muzyki, mój tato nigdy ze mną nie rozmawiał o swoich zainteresowaniach. Nie tłumaczył mi, dlaczego tak bardzo lubi Queen. Zapewne wychodził z założenia, że i tak nie zrozumiem. Przecież byłam zaledwie kilkuletnim dzieckiem, któremu trudno cokolwiek wytłumaczyć. 

I tutaj dochodzimy do najważniejszej kwestii, o której tak masowo mówią współcześni psychologowie dziecięcy: rozmowa z dzieckiem jest absolutną podstawą jego wychowania i prawidłowego rozwoju. Specjaliści alarmują, że do dziecka trzeba mówić, trzeba z nim rozmawiać. Nie dopiero, gdy samo zacznie kleić zdania, najtrwalsze relacje tworzy się od pierwszych dni życia dziecka. Trzeba mu opowiadać świat, oswajać je z głosem rodzica, tłumaczyć rzeczywistość, opowiadać, co ma na talerzu, dlaczego liście spadają z drzew, a wieczorem robi się ciemno. I być może zajmie mu chwilę, by połączyć fakty w logiczny kształt, ale to przede wszystkim pomoże mu zrozumieć otaczający go świat. Da poczucie bezpieczeństwa, uchroni przed strachem, przed nieznanym. Ułatwi zrozumieć emocje, które jak widać potrafią nami szargać nawet w dorosłym życiu. Bo to, co mu damy od najmłodszych lat, zostaje z nim przez całe życie. I to od nas zależy, czy będzie to poświęcony czas, czy pieniądze. Pretensje, czy zrozumienie. Presja, czy troska. Niekończące się wymagania, czy miłość.il 4.jpg

Ustanowione przez rodziców priorytety i wartości zostają z dzieckiem przez całe jego życie, aż do samej dorosłości. Stworzony przez rodziców kręgosłup moralny, ale także pasje, zainteresowania, poglądy towarzyszą nam przez całe życie. Oczywiście, można je zmienić, ale wymaga to ciężkiej i długotrwałej pracy nad samym sobą. A wystarczy, byśmy my – rodzice, przykładali więcej uwagi do wychowania i obcowania z dziećmi. Wystarczy, by rodzicielstwo było świadome, a nie przypadkowe.il 6.jpg

Ilustracje: Edyta KlaperStopka 1

9 myśli w temacie “Co dajesz, nie odbierzesz

  1. Mądrze prawisz.Moje poglądy na wychowanie dzieci są właśnie takie, jakie promujesz. Teraz w jakimś tam procencie uczestniczę w wychowywaniu dzieci moich dzieci i obserwacje jakie czynię dokładnie to potwierdzają.
    Dziękuję za ten wpis

    Polubienie

      1. Nie, byłem zbyt zabiegany w pracy, robocie, w uzupełnianiu swojego wykształcenia, na emigracji wreszcie. W miarę jak moje dzieci dorastały to uczyłem się swojej roli i dorastałem do roli świadomego rodzica. Córki na szczęście mają więcej czasu niż my mieliśmy na ich obecnym poziomie życia rodzinnego i nie szczędzą wysiłków, aby tak było jak być powinno. Trudno o ideał, ale jestem zadowolony z tego, że przejęły i realizują to, co najlepsze.

        Polubienie

      2. W dzisiejszych czasach rodzice chyba maja większą możliwość świadomego wychowywania dzieci. Chociażby ze względu na łatwo dostępną, postępującą wiedzę. A koniec końców to dorosłe życie naszych pociech weryfikuje naszą pracę za ich najmłodszych lat 🙂

        Polubione przez 1 osoba

  2. Może po prostu szanownemu rodzicielowi podobał się głos Mercurego? Bo jest wiele przekazów na temat zespołu i nie wszystkie świadczą o tym, by się wspierali, trwali, etc na dobre i złe – film to jeszcze jedna wersja wydarzeń, ocukrzona i po latach 😉
    A swoją drogą – rewelacyjne rysunki!

    Polubienie

    1. Tato na pewno był fanem ze względu na walory muzyczne. Chodziło mi o to, że nic kompletnie nie wiedziałam o ludziach, którzy „towarzyszyli mi” przez całe dzieciństwo. Nie wnikam w wartość merytoryczna filmu, nie mam zamiaru ustalać faktów. Choć przyznam, ze pokazana w „Bohemian Rhapsody” historia jest piękna i bardzo kinowa.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s