Fajny dres ważny jest

Jak to jest, że gdy kupię nowe legginsy lub wymarzony t-shirt, biegnę na siłownię z prędkością światła i nawet koszmarne zakwasy nie są w stanie mnie powstrzymać? Też tak masz? Okazuje się, że ubranie wpływa na nasze samopoczucie, a ono na rezultaty treningowe. Jeśli zatem ostatnio nie masz ochoty na trening, wybierz się na…zakupy!

Żaden ze mnie ekspert sportu. Tak, lubię potrenować w siłowni lub pobiegać, ale nie będę się wymądrzać na temat zasad działania mięśni i metod treningowych, bo po prostu się na tym nie znam. Słucham rad ludzi mądrzejszych w tej kwestii ode mnie i pokornie skaczę, jak mi trener rozkaże. Ćwiczę, jeśli mam na to ochotę, czas i siły. Gdy czuję, że organizm nie daje rady, odpuszczam. Ot, to tyle co wiem na temat wysiłku fizycznego. Jest jednak coś, co nie zawsze mi towarzyszyło, a jest niezbędne do regularności ćwiczeń (a co za tym idzie – efektywności) – motywacja. To kwestia twojej głowy, nikt ci jej nie da, nie „wypracuje” jej za ciebie. Więcej na ten temat pisałam w tekście „Motywatory”, jednak w tej historii jest wątek, który zbagatelizowałam. Zrobiłam to celowo, ponieważ uznałam, że tak powierzchowny i banalny element, jak strój, nie powinien mieć wpływu na to, czy chce nam się ćwiczyć, czy nie. Oj, jak bardzo się myliłam!

Porozmawiałam na ten temat z kilkoma trenującymi znajomymi i wszyscy mają to samo zdanie: to, w czym trenujesz, ma ogromny wpływ na efekty wysiłku. Głupie? Jakież prawdziwe! Zanim przedstawię swoje argumenty, po krótce opowiem, jak wpadłam na tę tezę. 

Nigdy nie byłam typem sportowca, do biegania przekonał mnie Kuba, ale minęło kilka dobrych lat naszego związku, nim zdecydowałam się poddać jego pasji. Zanim to się stało, z szyderczym uśmieszkiem obserwowałam jego codzienne pobudki o świcie i dziwiłam się w duchu, co nim kieruje, że zamiast wysypiać się jak ja, woli się zmachać. Każdy jego powrót z joggingu skutkował szerokim uśmiechem i falą energii o rozmiarach tsunami. „Też tak chcę” – pomyślałam i podjęłam decyzję o rozpoczęciu biegania. Poszłam do pierwszego lepszego sklepu sportowego, kupiłam byle jakie buty na przecenie (przecież nie wiadomo, czy mi się spodoba – po co wydawać setki złotych) i bawełniany dres. Gdy Kuba zobaczył moje zakupy złapał się za głowę i powiedział: „przez to tylko zrazisz się do biegania, o ile nie zrobisz sobie krzywdy” – kompletnie nie wiedziałam, o co mu chodzi. Jak bawełniany dres może zrobić mi krzywdę podczas biegania? Tego dnia zrobił mi długi wykład o tym, jak ważny jest ubiór treningowy. Że dla biegacza ekstremalnie istotne są buty i nie można wybierać byle czego. Że ubranie musi być oddychające, ale też „wypuszczające” wilgoć, by nie trzymało potu i nie obniżało temperatury ciała – zwłaszcza zimą. No i najważniejsze – ubranie musi super wyglądać. „Po co?” – zapytałam. „Bo im lepiej wyglądasz, tym lepiej się czujesz i masz lepsze efekty treningu” – powiedział. „Rany, jakie to głupie i płytkie” – pomyślałam wtedy, ale gdy bardziej zaangażowałam się w bieganie, przyznałam mu rację. To naturalny odruch, gdy zaczynasz się czymś interesować, zwracasz na to większą uwagę, poszukujesz nowych rozwiązań, a w efekcie skupujesz w ilościach hurtowych. Tak też było w moim przypadku: gdy tylko połknęłam sportowego bakcyla, przestałam odwiedzać Zarę, a przerzuciłam się na sklepy sportowe. 

3H6A2245

3H6A2240

Oczywiście wygląd jest kwestią gustu i nie będę mówić, co jest ładne, a co brzydkie. Chcę zwrócić uwagę na elementy garderoby, dzięki którym trenuje mi się komfortowo. Takie, które nie tylko „nie robią krzywdy”, ale sprawią, że trening jest przyjemniejszy.

Buty: absolutna podstawa sportowej „wyprawki”. Odpowiedni dobór obuwia jest ekstremalnie ważny i nie powinno się na nich oszczędzać. Lepiej zrezygnować z szykownych ciuszków, niż porządnych butów. Dobiera się je do dyscypliny sportu, jednak te do biegania są najbardziej wymagające. Nie ma się co dziwić – wytrawni biegacze robią na nich tysiące kilometrów. Od odpowiedniego obuwia zależy nie tylko kondycja stóp, ale także całego kręgosłupa i postawy ciała. Złe buty mogą spowodować groźne kontuzje – w tym przypadku gorsze wyniki to sprawa drugorzędna. Zanim zafascynowałam się fitnessem i większość czasu treningowego poświęcałam na bieganie, przerobiłam kilka marek i modeli obuwia. Muszę przyznać, że w tej kwestii moim niekwestionowanym faworytem – i nie jest to reklama – jest marka Adidas ze swoją rewolucyjną technologią BOOST. Występują one w różnych wariantach: Ultra Boost, Pure Boost, X Boost – w zależności od efektów treningowych, jakie biegacz chce uzyskać. Odkąd po raz pierwszy założyłam boosty na stopy, nie wyobrażam sobie innych butów na trening. Dorobiłam się już kilku par i w nich chodzę także na fitness. 

3H6A2259

Biustonosz: kobiety z małym biustem mają duży wybór staników sportowych, które w większości przypadków są tak ładne, że mogą swobodnie służyć za top do ćwiczeń. Kobiety z obfitym biustem – w tym ja – mają o wiele trudniej. Duże piersi to także duży ciężar, który nie jest wolny od działania grawitacji. Gdy podskakujemy, biegamy, czy się schylamy jego ciężar po prostu rozciąga skórę. By biust nie ucierpiał podczas wysiłku fizycznego należy zaopatrzyć się w odpowiedni biustonosz. Ja niestety musiałam pożegnać się z designerskimi projektami sportowych sieciówek i sięgnąć po profesjonalne marki. Jedną z nich jest firma Schock Absorber, która specjalizuje się w stanikach sportowych. Znajdziecie tu pełną rozmiarówkę, od misek A do J oraz obwód od 65 do 100 cm. Staniki Schock Absorber trzymają piersi w ryzach i nawet nieźle wyglądają. Sprawdzam je na sobie od wielu lat i sprawdzają się rewelacyjne także w ciąży i po laktacji – gdy piersi wciąż są pokaźne.

Opaska na włosy: niesforne kosmyki często dają mi popalić w trakcie treningu. Nienawidzę, gdy włosy wpadają mi do oczu lub przyklejają się do spoconego czoła, co przy zmęczeniu jest wyjątkowo dokuczające. Radzę sobie z nimi dzięki opaskom do włosów. Te sportowe posiadają silikonowy pasek, dzięki któremu mają nie ześlizgiwać się z głowy – tyle w teorii. W praktyce większość z nich spada po 5 minutach skakania. Z przetestowanych przeze mnie najlepiej trzymają się opaski firmy Under Armour oraz z … H&M!

3H6A2235

Zegarek sportowy: magiczny gadżet, który jest absolutnym niezbędnikiem każdego mojego treningu. Mierzy puls, liczy spalone kalorie, pokazuje poziom wysiłku i szacuje poziom aktywności z całego dnia. Tak mocno wkręciłam się w statystyki mojego ciała, że zdarza mi się nosić zegarek nawet w dni bez treningu. Gdy na urządzeniu widzę, że aktywność nie dobiła do wymaganych 100%, mam większą motywację, by następnego dnia pójść na siłownię i „nadrobić” zaległości. To świetny motywator! Ja wybrałam zegarek sportowy Polar M200, który jest kompatybilny z aplikacją Polar Flow (którą tak często widzicie w moich relacjach na InstaStory 🙂

Ubrania: z jednej strony najmniej istotny, ale z drugiej najbardziej spektakularny element sportowej garderoby. Jak zaczynałam trenować w sklepach były głównie czarne, białe lub różowe ubrania sportowe. Dzisiaj jest szeroki wybór świetnie zaprojektowanych i bardzo designerskich ubrań do treningu. O szerokiej gamie kolorów i wzorów już nie wspominając. Ubrania profesjonalnych marek sportowych zazwyczaj są bardzo drogie, ale warte swojej ceny. Liderzy na rynku wydają naprawdę kolosalne pieniądze na badania nowinek technologicznych, które wspierają ciało podczas wysiłku fizycznego. Ok, da się bez nich żyć i nawet ćwiczyć, ale gdy już raz ubierzesz koszulkę o wadze 0 gram  z systemem odprowadzania potu, który niweluje przykry zapach i „pozbywa się” wilgoci, już nie będziesz chciała wrócić do innych ubrań. Jeśli jednak nie masz dużego budżetu na ubrania sportowe, polecam zajrzeć do popularnych sieciówek.

3H6A2201

3H6A2230

Kilka lat temu H&M wprowadził linię Sport, w której można znaleźć ciekawe perełki, bardzo dobrej jakości. Najnowsza kolekcja ubrań sportowych marki Oysho jest absolutnie oszałamiająca: ubrania w kolorze butelkowej zieleni i zmysłowym bordo zrobiły na mnie ogromne wrażenie. 

Wygląd to jedno, ale w modzie sportowej najważniejszy jest komfort. Nawet jeśli nie lubisz obcisłych ubrań na co dzień, to na trening przylegające legginsy będą bardziej praktyczne niż obszerne dresy, które plączą się między nogami. Podobnie z t-shirtami: te obszerne paradoksalnie obnażą mankamenty sylwetki, gdy w trakcie skoków odsłonią tak skrzętnie zakrywane fałdki na brzuchu. Obcisłe koszulki będą wiernie przylegać do ciała, nie odsłaniając ani grama skóry. Jeśli jednak masz psychiczną barierę przed obcisłym topem, luźniejszy t-shirt możesz wsunąć w legginsy na czas treningu. Ciepłe bluzy, wiatrówki, czapki, rękawiczki – czyli wszystko, co potrzebujesz do treningu outdoorowego to kolejny, bardzo obszerny temat.

3H6A2114

3H6A2167

3H6A2157

3H6A2158

Przyznajcie szczerze, czy nowe ciuszki nie zachęcają was do pójścia na trening? Jeśli tak, to nie ma nic złego w kupieniu sobie raz na jakiś czas ładnego gadżetu, który doda ochoty do ćwiczeń. W końcu motywacja jest bezcenna 🙂

3H6A2192

3H6A2254

Zdjęcia: Aneta Zamielska

Stopka 1

 

3 myśli w temacie “Fajny dres ważny jest

  1. Zgadzam się w 100%! Nie jest to powierzchowne, ale rzeczywiście napędza do działania 🙂 jak zaczynałam biegać, to zakupiłam taki strój, żeby pozbyć się jakichkolwiek wymówek! Buty, legginsy do biegania, kurtka, gdyby padało i wiało, bluzy, koszulki… mam wszystko, czyli mogę iść biegać! Plus taki, że naprawdę fajny i wygodny strój ułatwia uprawianie sportu. Nie ogranicza ruchów, jest komfortowy i jeszcze fajnie wygląda 🙂 Staniki Shock Absorber są świetne oraz ubrania z linii sport H&M. Przystępna cena 🙂 Lubię też linię sportową Nike do biegania. Czekam na więcej artykułów ze sportem w tytule 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s