Utracona miłość

Jesteś typem przylepy, która na widok bliskiej osoby wpada w euforię i rzuca się jej na szyję? Czy może raczej królowej lodu, która okazuje emocje wyłącznie w sytuacji skrajnie silnych przeżyć? Myślisz, że to przypadek? Nie sądzę. 

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że pewni ludzie są wylewni i emocjonalni, a niektórzy zdystansowani i wycofani? Najprostsza ze wszystkich odpowiedzi brzmi: „bo tak”. Większość ludzkich zachowań zrzucana jest na garb charakteru czy temperamentu. Choć nie do końca zgadzam się z tą teorią, w kontekście potrzeby bliskości, czy ekspresywności okazywanych uczuć, byłam w stanie właśnie nią wytłumaczyć ten element ludzkiego charakteru. Do momentu, kiedy nie zaczęłam tego analizować głębiej.

Jeśli chodzi o mnie – zawsze byłam zdystansowana, rzadko okazuję emocje. Jest to zresztą potwierdzone medyczne – mój endokrynolog wskazał mi niepokojąco niski słupek przy hormonie, który powiązany jest z emocjonalnością. Lekarz oznajmił, że w zdecydowanej większości kobiety, jako istoty bardzo emocjonalne, mają ten wskaźnik na wysokim poziomie, co tłumaczy ich ekspresywność i chęć rozmawiania o uczuciach. U mnie słupek ryje o beton, mówiąc, że emocje kotłują się w środku mojego ciała. Czyli w przeciwieństwie do „normalnej” kobiety, nie wyrzucam z siebie swoich emocji, przeżyć, uczuć. Gromadzę to w sobie, nie wiadomo po co. Wiem, że to brzmi nieco lakonicznie – wybaczcie, mój błąd – nie dopytałam lekarza jak ten hormon się nazywa i skąd wie, że jestem introwertykiem, ale okazuje się, że takie zachowanie wcale nie działa na moją korzyść. Zgromadzone wewnątrz emocje wywołują stres, który odbija się na całym organizmie.

Nigdy nie postrzegałam mojego introwertyzmu jako problem. Szczerze mówiąc, nawet nie zdawałam sobie sprawy z emocjonalnie „biernej” maniery mojego umysłu. Dziwiło mnie, że Kuba był zawiedziony, bo podobno nie byłam podekscytowana kolejną podróżą, czy niespodzianką, którą mi zorganizował. Byłam! Jestem za każdym razem! Tylko po mnie tego nie widać. Pamiętam, gdy zaczynałam swoją współpracę z programem „Na Językach” w TVN. Po raz pierwszy dostałam szansę, mogłam pracować na wizji, to było spełnienie moich marzeń. Gdy wróciłam z pierwszych nagrań i usiadłam z montażystą, zdębiałam. „Wszystko spoko, tylko mogłabyś się więcej uśmiechać” – powiedział Tomek. „Jak to?!” – pomyślałam, przecież cieszyłam się jak dziecko. Endorfiny rozpierały moje wnętrze dzielnie walcząc z adrenaliną, by mnie nie sparaliżowała. Spojrzałam na monitor komputera i ujrzałam smutną, nudną panią. Serio. Wtedy dotarło do mnie, że moje ciało nie okazuje tego, co się dzieje w mojej głowie. Od tamtej pory podczas publicznych wystąpień skupiam się na utrzymaniu szerokiego uśmiechu.utracona milosc 2

Wiele pracy kosztuje mnie „przestawienie” swojej głowy i zmuszenie jej do współpracy z moim ciałem. Ale myślę, że warto. Wiem, ile radości sprawiają mi życzliwi i uśmiechnięci ludzie. Bliscy, którzy okazują mi ciepłe emocje. Chciałabym odwzajemnić ich życzliwość nie tylko od święta, ale przy każdej okazji, kiedy moje serce płonie z radości. Weźmy za przykład Różyczkę – mała od urodzenia też nie przepadała za uściskami. Gdy już zyskała władzę w swoich kończynach, na przytulaski reagowała odpychaniem, a gdy zaczęła już mówić, zdecydowanie protestowała „Mama, nie!”. Myślę, że to moja wina. Na początku przygody z macierzyństwem hormony robiły sieczkę z mojej głowy, pogłębiając wszystkie problemy – te z emocjonalnością również. Na szczęście, gdy się otrząsnęłam, nie dałam za wygraną i tuliłam ją…hm, praktycznie bez przerwy. Całuski na dzień dobry, całuski na dobranoc, całuski w przerwie między zabawą. Całujemy ją cały czas. Szczerze mówiąc, to Kuba chyba nawet więcej. Efekt jest taki, że w momentach słabości Róża przychodzi do mnie, wtula się jak w misia i całuje, głęboko patrząc w moje oczy. To największa nagroda za wszystko, czego dokonałam w swoim życiu. Ostatnio pewna osoba obserwująca zachowanie Róży, stwierdziła: „jak dostaje miłość, to oddaje miłość”. I to najpiękniejszy komplement dotyczący naszego rodzicielstwa, jaki mogłam usłyszeć. utracona milosc 3Zmierzam do tego, że często osoby, które sprawiają wrażenie zimnych i zdystansowanych, po prostu nie są nauczone okazywania emocji. Być może w dzieciństwie nie były przytulane, całowane, być może rodzice nie mówili im słowa „kocham”. Trudno się dziwić, że w dorosłości mają z tym problem. Znowu weseli optymiści w większości przypadków oprócz promiennego charakteru i żywego temperamentu, mają także w zanadrzu przekazane wzorce pozytywnych uczuć. I chwała im za to. utracona milosc 4

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s