Kosmetyczne okrucieństwo na zwierzętach

Zaczęło się od kłótni celebrytek/gwiazd/ osobowości telewizyjnych (zwał jak zwał), a skończyło na kilkudniowej myślówie o losie zwierząt. Temat jest niezwykle trudny i złożony. Wszystkie moje refleksje prowadzą do jednego pytania: jakim trzeba być potworem, by w imię korzyści finansowych robić krzywdę jakiejkolwiek istocie? Zwłaszcza bezbronnej?

To chyba jakiś znak – pomyślałam, gdy w przeciągu ostatniego tygodnia regularnie spadały na mnie informacje dotyczące testowania kosmetyków na zwierzętach. Tematu, na który nigdy się nie wypowiadałam, którego specjalnie nigdy nie śledziłam. Nie dlatego, że los zwierząt jest mi obojętny. Chyba wręcz przeciwnie – nigdy nie byłam w stanie znieść widoku okrucieństwa, z jakim traktowane są stworzenia w laboratoriach. W ogóle temat znęcania się nad bezbronnymi zwierzętami jest dla mnie tak bolesny, że po prostu wolałam na niego nie patrzeć. To chyba mechanizm obronny przed potarganiem emocjonalnym sprawą, w której i tak nie jestem w stanie zbyt wiele zdziałać. Tak myślałam. Jednak w tym tygodniu coś mnie tknęło. Zaczęło się od postu, który Kinga Rusin opublikowała na swoim Instagramie. Zapewne wiecie o czym mówię – prezenterka mocno skrytykowała swoją stacyjną koleżanką – Małgorzatę Rozenek-Majdan, która zarzuciła jej lansowanie się na walce o prawa zwierząt. Kinga Rusin w mocnych słowach odniosła się do tych oskarżeń i wybuchł skandal oraz ciągnące się do tej pory internetowe pyskówki. Próbując odwrócić swoją uwagę na inne tematy z zakresu urody natknęłam się na artykuł informujący, że w Stanach Zjednoczonych doszło do rewolucji. W tym tygodniu Kalifornia, jako pierwszy stan USA zatwierdził przepis zakazujący testowanie kosmetyków i ich składników na zwierzętach pod groźbą kary więzienia i grzywny. Prawo, które w Unii Europejskiej obowiązuje od 2013 roku (w pozostałych stanach USA, Kanadzie i Rosji testy na zwierzętach nie są obowiązkowe, ale też nie są zakazane). Ostatecznym bodźcem do napisania tego tekstu był protest w sprawie nowelizacji projektu ustawy o ochronie zwierząt. Te wszystkie wydarzenia zainicjowały w mojej głowie lawinę myśli.

Mouse looking up in laboratory

Skupię się jednak na kwestii testowania kosmetyków na zwierzętach. W kilku mądrych artykułach wyczytałam, że w Unii Europejskiej występuje absolutny zakaz handlu kosmetyków, które w swoim kształcie lub jakikolwiek z ich komponentów testowany był na zwierzętach. Nie wolno także sprowadzać i sprzedawać kosmetyków, które były poddawane takim testom w krajach, gdzie testowanie jest legalne. Krótko mówiąc – cokolwiek, co powstało dzięki krzywdzie bezbronnych stworzeń na terenie UE jest nielegalne. Złamanie przepisu jest karalne według prawa, na terenie którego dojdzie do przestępstwa. W Polsce testowanie kosmetyków na zwierzętach jest zagrożone grzywną lub karą do roku pozbawienia wolności. Jeśli uda się udowodnić szczególne okrucieństwo względem zwierząt, kara może ulec wydłużeniu do 6 lat. Skoro handel kosmetykami testowanymi na zwierzętach jest nielegalny od 2013 roku, to na chłopski rozum mogłoby się wydawać, że wszystkie kosmetyki, które kupujemy w 2018 są wolne od okrucieństwa. Nic bardziej mylnego. Jak wyczytałam na portalu Biotechnologia.pl, rynek kosmetyczny ma w swoich zasobach tyle składników do tworzenia kosmetyków (testowanych na zwierzętach sprzed prawnego uregulowania tej kwestii), że z powodzeniem można mieszać nowe mikstury na ich bazie. Prawo nie działa wstecz, więc składniki, które kilkanaście lat temu pozytywnie przeszły testy na zwierzętach, mogą obecnie być wykorzystywane do produkcji nowych kosmetyków legalnie wprowadzanych do obrotu. Pani Ewa Starzyk – Dyrektor Naukowy Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego tłumaczy, że ustawa z 2013 roku dotyczy wyłącznie innowacyjnych komponentów kosmetycznych, bez których współczesny rynek kosmetyczny może się obejść. Blokuje ona powstawanie zupełnie nowych produktów, ale koncerny kosmetyczne i tak próbują je obejść. Pociesza mnie jednak zdanie pani Ewy Starzyk, w którym uspokaja, że ze względu na bogaty wachlarz substancji, obecnie testy na zwierzętach są wykonywane tylko w przypadku innowacyjnych składników lub wątpliwych alergenów. Tak więc nie robi się nowych testów na zwierzętach do wyprodukowania byle szminki, czy pudru. W artykule wyczytałam także, że mimo wspaniałomyślnych przepisów UE sytuacja zwierząt ma szanse się zmienić wyłącznie w sytuacji, gdy reszta świata podejmie podobną politykę restrykcji. Tymczasem są kraje, w których testy na zwierzętach są wymagane przez prawo. Do nich należą między innymi Chiny, gdzie branża kosmetyczna jest jednym z najważniejszych sektorów gospodarki. 

Cosmetics test on rabbit animal, Scientist or pharmacist do research chemical ingredients test on animal in laboratory, Cruelty free and stop animal abuse concept.

Kończąc te prawno-polityczne wywody, których zapewne część prawdy i tak jest ukryta przed opinią publiczną, płynnie przejdę do ważniejszego wątku tego tematu – do emocji. Co emocje mają do gospodarki, polityki i biznesu? W tym przypadku powinny mieć decydujący głos. Nie mówimy tu o zbudowaniu nowego budynku w centrum miasta, a o torturowaniu zwierząt na potrzeby babeczek, które chcą mieć piękną skórę i wypacykowane policzki. Ponieważ koncerny kosmetyczne mają problem, by znaleźć alternatywne metody wykluczające niepożądane działanie ich produktów na ludziach, to ja mam pewien pomysł. Niech każdy z nich weźmie odpowiedzialność za to, co podsuwa swoim klientom, a każdy konsument będzie świadomy, co sobie nakłada na twarz (czy inne części ciała). Czyż nie jest to fair? Chcę mieć świetlistą skórę – jakaś firma oferuje mi produkt, który ma rzekomo spełnić moje oczekiwania, więc zawieramy „umowę” opartą na zaufaniu. Jeśli po użyciu kosmetyku wypali mi kawałek skóry, to zrobiłam to na własne ryzyko. Takie praktyki mogłyby załamać rynek kosmetyczny – pomyślicie – bo kto zapłaci za produkt, który może zrobić krzywdę? No i tu piłeczka leży po stronie producentów kosmetyków. W ich interesie powinno być tworzenie kosmetyków bezpiecznych, w pełni naturalnych. Takich, które być może po 2-3 miesiącach od otwarcia stracą swoje właściwości, ale przynajmniej nie pozbawią życia kilku zwierząt. Hej, to nie jest niemożliwe! Przecież na rynku kosmetycznym istnieje wiele świetnych firm, które potrafią stworzyć skuteczne kosmetyki bez torturowania zwierząt! 

Lubię zwierzęta. Świadomie odmawiam Kubie przygarnięcia do domu kota czy psa, bo nie mam już czasu na dodatkowe obowiązki, jakie niesie ze sobą opieka nad (kolejnym) żywym stworzeniem. Nie jestem działaczką, aktywistką – nie chodzę na protesty, nie piszę projektów ustaw i nie przesiaduję pod Sejmem, by zmienić los zwierząt. Nie oznacza to jednak, że godzę się na tortury, jakimi są poddawane. Jestem wdzięczna aktywistom, którzy walczą w moim imieniu. Uważam, że przemoc (w każdej postaci) rodzi jeszcze większą przemoc. Zastanawialiście się, kim są ludzie, którzy robią testy na zwierzętach? Jak mogą znęcać się nad żywymi istotami? Czy mają swoje rodziny, dzieci? Czy są już tak znieczuleni, że nie dostrzegają bólu, który zadają bezbronnym stworzeniom? Jak można żyć ze świadomością wyrządzanej krzywdy? Nie wiem i nigdy nie zrozumiem.

dwa słodkie króliczki wesowow.jpg

Ilustracje: Getty Images, Instagram

Stopka 1

6 myśli w temacie “Kosmetyczne okrucieństwo na zwierzętach

  1. Ten tekst powinny przeczyta. Obie Panie. Świetny tekst Aga. A mi nasuwa się morał z tego taki ze ta cała pyskowka medialna personalnie była nie potrzebna im jako osoba bo tak jak napisałaś każdy odpowiada za siebie. Buzka

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s