Mały jest ten świat

Ziemia – piąta pod względem wielkości planeta w Układzie Słonecznym. Ma 510 072 000 km kwadratowych powierzchni, w obwodzie nieco ponad – 40 075 km, zamieszkuje ją prawie 7,5 miliarda ludzi. I choć liczby robią wrażenie, to ja mam poczucie, że nasz świat jest taki mały…

Skąd takie wrażenie? Opieram je na analizie mojego mikroświata, w którym żyję i funkcjonuję. Ale od początku. Pochodzę z małego miasta – urodziłam się i wychowałam w Kowarach. Jest to miejscowość w województwie dolnośląskim, położona w sąsiedztwie narciarskiego kurortu – Karpacza. W okolicy znajdują się też większe miasta – jak Jelenia Góra czy Legnica. Daleko im do metropolii (przynajmniej z czasów, w których tam przebywałam), ale mają swój urok. Wrocław – jedno z większych, polskich miast jest położone ok. 120 km od moich rodzinnych stron. Mieszkanie w małej mieścinie ma swoje plusy i minusy. Do plusów mogę zaliczyć urokliwe otoczenie, malownicze krajobrazy i zupełnie inny niż w wielkich miastach styl życia. Dzieciństwo spędziłam na podwórku, w towarzystwie rówieśników, trzepaków i zabaw, które sami musieliśmy sobie wymyślić. Nierzadko dnie spędzaliśmy w lasach czy na polanach, gdzie poznawaliśmy naturę. Gdy we wrocławskim liceum spotykałam ludzi, którzy nigdy nie widzieli krowy albo konia na żywo, byłam w ciężkim szoku. Dla mnie obecność zwierząt hodowlanych, ale także zupełnie dzikich (nietoperze, sowy, sarny czy lisy) była naturalna. Jednak mieszkanie w małej mieścinie ma także swoje minusy – małe, hermetyczne środowisko ludzi, którzy dobrze się znają i wiedzą o sobie wszystko. Co w tym złego, pomyślicie? Paradoksalnie tak małe środowisko to ograniczona liczba osób, których widujesz w zasadzie codziennie, mimo iż nie mieszkacie pod jednym dachem – to bywa męcząca. Sprzyja wydawaniu osądów, tworzeniu teorii spiskowych i analizowaniu życia każdego sąsiada – czyli mnożeniu plotek. Zachowań, którymi się brzydzę. Oczywiście, gdy byłam dzieckiem nie byłam wystarczająco świadoma, by rozumieć ludzki pęd do życia cudzym życiem. Dopiero w okresie dojrzewania zaczęło mi to przeszkadzać. Czułam, że potrzebuję powietrza, oddechu. Dlatego bardzo zależało mi na zmianie otoczenia i w wieku 15 lat wyjechałam do liceum do Wrocławia.maly swiat 2

Nie ukrywam, że tak duży przełom był dla mnie stresujący. Nowe miejsce, nowi ludzie, zero znajomych i daleko od domu. Z jednej strony bardzo bałam się tej zmiany, a z drugiej byłam nią bardzo podekscytowana. Czas pokazał, że była to doskonała decyzja. We Wrocławiu odżyłam, poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi, a samodzielne życie było dla mnie bezcenną lekcją nie tylko dorosłości, ale także poznania siebie. Dzięki temu przeprowadzka do Warszawy już nie była tak straszna i obyła się bez większych problemów.

Do stolicy przeprowadziłam się na stałe w wieku 19 lat. Historia się powtórzyła – znów nowe miasto, zero znajomości. Byłam tak zaaferowana pracą w „Faktach TVN”, że nawet nie odczuwałam samotności. Nie miałam czasu na imprezy, kawiarnie, zwiedzanie miasta. Przez rok myślałam, że Warszawa ogranicza się do Pałacu Kultury, Sejmu i ulicy Wiertniczej (gdzie znajduje się siedziba TVN). Dopiero mój obecny mąż pokazał mi swoje rodzinne miasto, wprowadził w swoje towarzystwo, przedstawił swoich przyjaciół. Początek naszego związku był absolutnym renesansem mojego życia towarzyskiego. Wtedy nie rozumiałam, gdy znajomi Kuby patrząc na mnie robili wielkie oczy, mówiące „skąd Ty ją wziąłeś” – dziś, po ponad 10 latach doskonale wiem, co mieli na myśli. Warszawa – niby wielkie miasto, a jednak tutaj prawie każdy się zna. Mnie nie znali, więc byli zdziwieni. Kubie się to chyba nawet podobało. Każde miejsce, do którego mnie zabrał, budziło we mnie ogromny zachwyt. Nigdy wcześniej w nich nie bywałam, on spędzał w nich życie, w którym nagle pojawiłam się ja – „tabula rasa” – bez żadnych historii, naleciałości, podejrzanych znajomości, czy sytuacji z Cynamonem (modny w tamtych czasach klub nocny w Warszawie) w tle. Wtedy świat był dla mnie nieograniczony, tak nieznany i ciekawy. maly swiat 4

Kocham Warszawę, nie chciałabym mieszkać w żadnym innym miejscu w Polsce. Są jednak sytuacje, w których jej ograniczenia mnie zaskakują – mowa tu głównie o ograniczeniach towarzyskich. Wpadłam na ten wniosek kilka tygodni temu, gdy wyszliśmy na imprezę urodzinową naszych znajomych. Wiedziałam, że będzie to duża i huczna impreza w mieszanym towarzystwie. Jubilaci znają bardzo dużo osób, mamy wspólnych znajomych, ale bez przesady. Na imprezie okazało się, że znam praktycznie każdego. Osoby, które mi się przedstawiały w pierwszych słowach uprzedzały: „mamy wspólnego znajomego!”… Inna sytuacja: opowiadam mojej koleżance o dziewczynie (nie zdradzając jej tożsamości), która dwa dni wcześniej przetarła samochód o słup w garażu. Na co Ola mówi: „aaa tak, to Kaśka taka i taka”. No żesz kurczę! Aż strach się odezwać 🙂maly swiat

Niby duże miasto, niby nikt Cię nie zna, niby jesteśmy anonimowi, a jednak towarzystwo towarzystwa doskonale wie, kim jesteś, co robisz i gdzie przebywasz. Czy należy się tym martwić? Obrażać? Złościć? Nie, nie moją intencją jest użalanie, a raczej podzielenie się z wami taką ciekawą obserwacją. Myślę, że trzeba polubić i zaakceptować fakt, że tworzymy wspólną komórkę społeczną. Że się asymilujemy, mieszamy, lubimy, pomagamy sobie, uśmiechamy się do siebie. Czy ktoś „za bardzo” interesuje się moim życiem? Gada o mnie za moimi plecami? Powtarza plotki? Oczernia, zmyśla na mój temat? Nie mam nic do ukrycia – kto mnie zna, wie jaka jestem i nie wierzy w bzdury na mój temat. Myślę, że z wami jest podobnie!maly swiat 3

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s