Żona męża

„Zawód żona” – jakże powszechne jest to określenie w stosunku do kobiety, będącej w związku ze sławnym mężczyzną. Jakże krzywdzące jest to stwierdzenie w stosunku do żon, które nie odnoszą tak spektakularnych sukcesów, jak ich partnerzy lub nie są one tak zauważalne, jak zasługi mężczyzn. Jak łatwo bagatelizuje się kobiety, które ciężką, mozolną pracą w kuluarach budują sukces swoich mężów.

„Do tej pory byłaś dla mnie żoną Kuby Wesołowskiego. Teraz jest inaczej” – przeczytałam w wiadomości od Marty, która obserwuje mnie na Instagramie. Dopytując, co zmieniło jej postrzeganie mojej osoby, odpowiedziała, że WeSoWoW i to, co piszę, jak myślę. Zobaczyła we mnie inną osobę, twierdzi, że w końcu dałam się poznać, zabrałam głos, odwróciłam uwagę od bycia „tylko” żoną swojego męża. Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość i zainspirowała do napisania tekstu o kulisach życia w cieniu sławnego męża.

Poznałam Kubę w szczytowym momencie jego kariery. Nie będę się rozwodzić na temat mojego braku świadomości jego sławy, bo i tak mi nie uwierzycie. Zanim go poznałam, nie interesowałam się show-biznesem, nie znałam ludzi z tego środowiska. Dla mnie Kuba był zwykłym mężczyzną, a raczej przystojnym dżentelmenem, który urzekł mnie swoim romantyzmem. Nie wiedziałam, że jest gwiazdą. Nie zdawałam sobie sprawy, jak jego popularność odbije się na naszym życiu, a zwłaszcza na mojej pracy. Kolejne zaskoczenie – pracowałam w mediach zanim poznałam Kubę. Uprzedzając złośliwe komentarze – Kuba nie załatwił mi pracy w TVN-ie. Gdy się poznaliśmy, pracowałam w redakcji programu informacyjnego i to polityka oraz wydarzenia z Sejmu były głównym przedmiotem moich zainteresowań. Po kilku miesiącach związku zrozumiałam jednak, jak bardzo nasze życia i środowiska się różnią..

Odeszłam z programu informacyjnego i przeszłam do tematów rozrywkowych. Uznałam, że jeśli tematycznie zbliżę się do jego świata, media przestaną zwracać na nas uwagę. Jakaż byłam naiwna! Nikogo nie interesowało, co robię. Gazety spekulowały na temat rychłego rozwoju mojej kariery, bo przecież jestem ze znanym aktorem po to, by skorzystać na jego popularności. Miałam kilka propozycji zawodowych w oparciu o fakt, że jestem „dziewczyną aktora”, lecz nigdy żadnej z nich nie przyjęłam. Uważałam, że to cios w moje ambicje. Tak bardzo chciałam uniknąć oskarżeń o wspinanie się na plecach faceta, że zamknęłam się w swoim zawodowym mikroświecie, z dala od blasku fleszy. Nie chciałam się wychylać, żeby nie zarzucono mi, że coś osiągnęłam dzięki Kubie. Gdybym skorzystała z propozycji dźwignięcia się na jego sławie, być może dzisiaj byłabym w innym miejscu, być może udałoby mi się zrealizować moje zawodowe aspiracje. Obawiałam się jednak, że z łatką „pijawki” nie będą one smakować tak samo. Efekt? Zostałam zaszufladkowana jako „żona sławnego męża”, mało kto wiedział o mojej zawodowej pracy, o moich sukcesach. Mało kto w ogóle wiedział, że pracuję.zona meza 3Tymczasem pracowałam w wielu programach telewizyjnych, w mediach internetowych, byłam wydawcą modowego serwisu VuMag pod skrzydłami Onetu. Nigdy nie miałam forów z powodu Kuby – żadnych lukratywnych kontraktów, taryfy ulgowej czy przywilejów. Byłam traktowana jak każdy inny pracownik. Gdybyście wiedzieli, ile razy usłyszałam, że pracuję w danym miejscu tylko ze względu na prośbę męża, że to on załatwił mi posadę. Paradoksalnie musiałam pracować ciężej, by udowodnić, że awanse zawdzięczam wyłącznie swojej ciężkiej pracy. Kwadratura koła, dzień świstaka – zwał jak zwał.

Gdy przeczytałam wiadomość od Marty pomyślałam o wszystkich kobietach, które mimo różnic w życiu, są w podobnej sytuacji do mojej. Które mozolnie pracują nad zbudowaniem własnej kariery, ale wielkość sukcesu partnerów rzuca tak wielki cień, że nikt nie dostrzega ich zasług. Lub rezygnują z pracy, odkładają swoje ambicje, by zająć się rodziną i dziećmi, gdyż to „mężczyzna utrzymuje dom”. Jego sukcesy, wkład w komórkę rodzinną są widoczne. A ona? Przecież siedzi w domu – na pewno nic nie robi. Leży na kanapie i pachnie. Czasami ugotuje obiad, zrobi pranie, może odkurzy. Też wielkie mi coś! Przecież to przyjemność. Otóż nie dla wszystkich. Dla niektórych kobiet jest to forma inwestycji swojego wysiłku w ognisko domowe. A jednak to robią, odkładając inne swoje potrzeby na bok. Mało kto bierze pod uwagę, że gdyby żona nie prała mężowi ubrań, nie sprzątała domu, nie tworzyła bezpiecznego azylu, w którym on może zresetować umysł, znaleźć oparcie i spokój, być może nie odnosiłby takich sukcesów? Mówcie, co chcecie, ale ciężko być poważanym biznesmenem w pogiętej koszuli i brudnych spodniach. Tak uważam. 

zona meza 2Ostatnio rozmawiałam z bliską znajomą, która spędziła cały rok w domu z dzieckiem. Gdy skończył się „urlop macierzyński” została zwolniona z pracy, więc jej partner automatycznie uznał, że ona będzie nadal zajmować się opieką nad dzieckiem, a on heroicznie przejmie na siebie obowiązki utrzymania rodziny. Bez pytań o jej pragnienia, ambicje, czy chęć powrotu do aktywności zawodowej. Gdy Alicja zaprotestowała i zaczęła szukać opiekunki do syna, jej partner mimo zaskoczenia, zgodził się na opcję pomocy przy dziecku. Jakież było jego zdziwienie, gdy usłyszał od pierwszej kandydatki koszt takich usług. Zdziwił się, że musi zapłacić parę tysięcy złotych za pracę, którą jego kobieta wykonywała od roku przez 24h na dobę za darmo. Do tej pory twierdził, że ona nic nie robi, że nie pracuje…

Zmierzam do tego, że często zasługi kobiet są deprecjonowane, a mężczyźni zapominają, że mogą się rozwijać i robić karierę dlatego, że mają partnerki, które dzielnie ogarniają wszystkie pozostałe kwestie ich życia. Związek z gwiazdą w niczym się nie różni, tylko o żonach aktorów czy celebrytów mówi się częściej ze względu na zainteresowanie ich partnerów. Z drugiej zaś strony kobiety, które stawiają na swoją karierę są krytykowane. „Co? Ona nie chce urodzić dziecka? To wybryk natury, nie prawdziwa kobieta” – można usłyszeć. A gdy nie daj boże odniesie sukces! O matko! Masowe szukanie haków, wytykanie błędów jest na porządku dziennym. Jeśli nie da się na nią niczego znaleźć, to na pewno udało się jej tylko dzięki partnerowi. 

zona meza 1

Znam wiele związków z show-biznesu. Układy, w których obie połówki są znane i popularne oraz takie, w których tylko jedna strona ma status gwiazdy. Gdy kobieta jest tą mniej znaną i popularną częścią związku, przyjmuje się że nic w życiu nie robi. Czuję się w obowiązku walczyć z tym stereotypem. Zapewniam was, że wśród nas są kobiety aktywne zawodowo, odnoszące ogromne sukcesy i wspinające się po szczeblach kariery dzięki swoim zasługom. Są też takie, które wybrały opiekę nad domem i dziećmi. Czy sława męża ułatwia im życie? Zrobi za nie pranie, ugotuje obiad lub posprząta dom? Sprawi, że dziecko rzadziej się budzi w nocy, nie miewa kolek lub nie pokłóci się ze znajomym na podwórku? Gwarantuję wam, że nie. A tylko zwróci na nią dodatkowe spojrzenia, ponieważ jest żoną „tego” człowieka. 

Przyznaję, że ten tekst mocno zalatuje feminizmem, ale tylko dlatego, że jestem kobietą. Domyślam się, że mężowie gwiazd mają podobne doświadczenia, choć przyznajcie, że z jakichś powodów o nich tak często się nie mówi. Nie narzekam na swój los, kocham swoje życie – nie zamieniłabym je na żadne inne. Mam tylko marzenie, byśmy nie oceniali książki po okładce, bo ta metafora w odniesieniu do życia i prawdziwych ludzi może być bardzo krzywdząca. 

zona meza okladka 2

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

16 myśli w temacie “Żona męża

  1. Agnieszko kolejny cudowny tekst! Bardzo ważny jest przykład wyceny rzeczy które robi kobieta „w standardzie” a za które trzeba byłoby zapłacić.
    Czasem same zapominamy, że wykonujemy masę pracy w domu. A jeśli dodać do tego dbanie o własny rozwój!!! To jest niesamowite jakie jesteśmy AMBITNE i zorganizowane 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. I jak niedoceniane! Dopiero jak zostałam mamą zrozumiałam, jak wiele my, kobiety musimy robić w życiu i jak ważne to są sprawy. Kształtowanie nowego, młodego życia jest najbardziej wartościową pracą, jaką kiedykolwiek wykonywałam 🙂

      Polubienie

  2. W moich oczach – początek przekreślił pozostały teks … i czytalam go przez pryzmat, że juz na wstępie próbujesz mnie „lekko oszukać”.. tak jak Edyta Pazura nie znała Cezarego, czy obecna żona Tajnera… co w tym złego, że utalentowany, przystojny aktor zainteresował sie właśnie Tobą.. i rzeczywiście nie uwierzyłam. Pozdrawiam

    Polubienie

  3. Dziękuję za tekst, świetnie się czytało. Tylko się cieszyć, że udało się znaleźć tak fajnego męża, a że sławny – miłość nie wybiera 😛
    P.S. Ilustracje do tekstu idealne 🙂

    Polubienie

  4. Prawda jest taka,ze jak ktos jest w czyms dobry,to jego praca sama sie obroni 🙂 A popularność nie zawsze jest oznaka sukcesu. Agnieszko,rob swoje,bo widać,ze jest w tym mądrość i pasja! Pozdrawiam

    Polubienie

  5. Pierwszy raz kiedy o Pani się dowiedziałam to właśnie gdy przeczytałam że Pan Jakub się żeni. Z czystej ciekawości poszukałam kim Pani jest. Przez to trafiłam na VuMag. Od początku spodobały mi się Pani teksty, ponieważ były napisane prostym językiem, były ciekawe i na temat. Gdy dowiedziałam się z Pani profilu na instagramie, o Pani nowym projekcie, kibicowałam Pani bardzo i się nie zawiodłam! Pani teksty czyta się bardzo przyjemnie! Gratuluje samozaparcia, dążenia do celu i talentu.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  6. Dziękuje, że Pani poświęciła ten artykuł bardzo ważnemu problemowi. Myślę, że każda z nas może referować w jakimś sposób do Pani doświadczeń. Sama postawiłam na karierę i zmianę pracy zawodowej. Chcę czekać z dzieckiem aby móc się spełnić. I mimo, że nie mam aż tylu obowiązków domowych i tak odczuwam, że na mojej głowie są te „niewygodne” obowiązki. Bo mąż „nie czuje” aby gotować lub prać. A jak u Pani jest z podziałem obowiązków? Musi Pani się nagadać aby rzeczy były zrobione przez męża? Polecam artykuł Carol Hanisch „The Personal is Political”.
    Pozdrawiam.

    Polubienie

    1. To prawda, tylko ja nie oglądałam telewizji, oprócz TVN24, a on rzadko tam występował 🤣 byłam zafascynowana polityką, to był cały mój świat. Nie oglądałam Big Brothera, Na Wspólnej, Klanu i innych takich mainstreamowych programów 🙂

      Polubienie

  7. Bardzo lubię czytać Pani artykuły, ma się wrażenie, że są pisane tak prosto z serca, jednak ten nie bardzo do mnie przemawia, i nie dlatego, że nie doceniam pracy kobiety w domu, bo sama póki co jeszcze tylko jako żona wiem, ile to jest obowiązków, jednak pisze Pani, że sława męża nie ugotuje obiadu, nie wyprasuje itp, tymczasem na Instagramie obydwoje promujecie catering dietetyczny (czyli raczej nie gotuje Pani na co dzień), w którymś z poprzednich wpisów wspominała Pani o odbieraniu ubrań męża z pralni, więc z tym praniem również nie jest tak źle… Większość kobiet oprócz tych wszystkich obowiązków, o których Pani pisze, musi jeszcze siedzieć w pracy kilka godzin dziennie i łączyć rolę kobiety aktywnej zawodowo z rolą managera domu, więc wydaje mi się, że narzekanie jakie to życie przy sławnym mężu jest niewdzięczne jest trochę na wyrost, ale może takie są Pani odczucia. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa i czas, jaki spędzasz na moim blogu, to dla mnie niezwykle ważne. Co do tego wpisu, to chyba nie do końca go zrozumiałaś. Nie narzekam na życie przy sławnym mężu, zresztą napisałam to w zakończeniu, że kocham swoje życie. I nie narzekam na to, że mam swoje obowiązki w domu – bo każda z nas ma. Ba, faceci też miewają – nawet Ci sławni i to jest jak najbardziej normalne. Tym wpisem chciałam podkreślić, że wiele zdolnych kobiet, które robią swoją karierę są krzywdząco postrzegane jako „pijawki”, bo mają sławnych mężów. NIkt nie zainteresuje się ich dokonaniami, gdyż łatwiej je postrzegać jako wyrachowane karierowiczki, które wspinają się na plecach mężów. A już na pewno są z nimi wyłącznie dla kasy. Mam mnóstwo takich znajomych i wiem, jak bardzo takie stereotypy potrafią ranić.

      Polubienie

  8. Bardzo fajny, bardzo potrzebny tekst. Faktycznie, coś w tym jest, że gdy zaczęłaś pracować na siebie (tworząc wesowow) to i moje postrzeganie Ciebie się zmieniło. Bo w końcu dałaś się poznać. Pięknie piszesz, mądrze, zwyczajnie, tak po ludzku. I choć masz też teksty „pod klikanie” to uważam, że nic w tym złego. Bo nie ma nic złego w tym, że chcesz, by to miejsce na siebie zarabiało.

    Polubienie

    1. Piszę tylko o tym, co mnie interesuje, a jeśli to się zbiega z „klikalnością”, to świadczy chyba tylko o tym, że niekiedy dołączam do mainstreamu 🙂 dziękuję za miłe słowa, one wiele dla mnie znaczą 😊

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s