Opalenizna bez słońca

„Dziewczyny lubią brąz” – śpiewał Ryszard Rynkowski i nie mam zamiaru z tym stwierdzeniem polemizować. Skóra lekko muśnięta słońcem wygląda na zdrowszą, kontrastujące z nią oczy wydają się większe, a ciało – szczuplejsze. To są zalety opalania, a wady? Uwierz mi, jest ich znacznie więcej! Na szczęście są sposoby na piękną i zdrową opaleniznę!

Problemy, jakich nabawiłam się przez regularne wylegiwanie się na plaży szeroko opisałam w tekście „Bolesny romans ze słońcem”. Wasze wiadomości utwierdziły mnie w przekonaniu, że warto było poruszyć temat bezmyślnego opalania. Wciąż jestem w dużym szoku, że wiele z Was ma podobne doświadczenia i podobnie jak ja ponosi konsekwencje ignorancji. Regularne poparzenia skóry, skutkujące silnymi podrażnieniami i stanami zapalnymi osłabiają jej budowę, co w konsekwencji doprowadza do wykwitu znamion, a to dopiero początek. Końcem może być nawet czerniak i rak skóry. Brzmi groźnie, prawda? Na szczęście dożywotni zakaz opalania nie jest jednoznaczny ze skórą bladą jak ściana. Przez lata sprawdziłam wiele sposobów na piękną i zdrową opaleniznę.

Samoopalacze

Nie będę was oszukiwać, wachlarz możliwości nie jest zbyt bogaty – w rachubę wchodzi tzw. sztuczna opalenizna, czyli po prostu samoopalacze. Wiem, o czym pomyślicie. Ten kosmetyk nie ma zbyt dobrej sławy – kojarzy się z nierówną opalenizną, zaciekami, a w najlepszym wypadku efektem marchewkowej skóry. Tak było 10 lat temu! Współczesne kosmetyki są łatwe w użyciu, skuteczne i stosunkowo tanie (w porównaniu z regularnym wycinaniem niebezpiecznych znamion). Na własnej skórze sprawdziłam produkty, które zamiast smug zostawiają piękny, brązowy kolor. opalenizna bez slonca wesowow 6

Zacznę od marki, którą testowałam wiele lat temu i dzięki której uwierzyłam w renesans kosmetyków samoopalających. Mowa o produktach St. Tropez – w ofercie marki można znaleźć klasyczne spray’e, ale także mgiełki, pianki, a nawet mus – każda forma kosmetyku nadaje skórze apetyczny, brązowy kolor. Sekretem sukcesu St. Tropez nie są jedynie genialne produkty, ale przede wszystkim specjalna rękawica, która ułatwia aplikację kosmetyku na ciele. Krótko mówiąc, redukuje możliwość wystąpienia zacieków i smug. Jeśli zatem masz problem z równomiernym rozprowadzeniem samoopalacza, ten mały pomocnik zdejmuje problem z głowy. Nie wiem, czy St. Tropez wymyśliło to akcesorium ułatwiające życie, ale właśnie przy tych kosmetykach po raz pierwszy się z nią spotkałam i dzięki niej uwierzyłam, że mogę samodzielnie stosować samoopalacz bez ryzyka wystawienia się na publiczne pośmiewisko. Produkty St. Tropez są super skuteczne – wystarczy jednorazowa aplikacja na noc i rano budzisz się z opalenizną rodem z Karaibów. Marka wypuściła na rynek także samoopalacz pod prysznic, który nakłada się na skórę podczas kąpieli, zostawia na 3 minuty i spłukuje. Z nim jednak radzę uważać – regularność jego stosowania pewnego razu uśpiła moją czujność. Przysięgam, że nie wiem, jak to zrobiłam, ale gdy opalenizna zaczęła budować się na skórze, okazało się, że całe ciało jest blade, tylko dłonie zostały brązowe. Wewnętrzna ich strona oraz skórki paznokci były najbardziej poszkodowane, co jak możecie sobie wyobrazić, wyglądało tragicznie. St. Tropez posiada także genialny balsam budujący opaleniznę, ale o tym później.

Kolejną marką bardzo dobrych jakościowo samoopalaczy jest firma Fake Bake. Znana i bardzo popularna w Stanach linia produkuje kosmetyki przeznaczone do różnych rodzajów i kolorów skóry. Jeśli zatem masz ochotę na lekką opaleniznę, polecam płyn „60 Minutes” – po aplikacji kosmetyku należy odczekać godzinę i zmyć go ciepłą wodą pod prysznicem. Jeśli masz ochotę na efekt silniejszej opalenizny, doskonale sprawdzi się płyn „Flawless” lub „Flawless Darker” – one wymagają nieco dłuższego przetrzymania na skórze (ja zawsze zostawiam je na noc – wtedy mam pewność, że nie zrobię niczego głupiego, jakby umycia rąk przed wyschnięciem płynu). W zestawie do płynów opalających także dołączona jest rękawica, która ułatwia aplikację kosmetyku. Opalenizna Fake Bake jest naturalna i trwała – utrzymuje się ponad tydzień.

Stosunkowo nowym nabytkiem w mojej kolekcji samoopalaczy jest kosmetyk Spray di Sole. Jest on wykonany wyłącznie z naturalnych składników, dlatego zaliczany jest do kategorii organicznych kosmetyków. Chyba dlatego nie posiada tego charakterystycznego dla samoopalaczy zapachu spalonej skóry (tak mi się on kojarzy). Dodatkowo firma Spray di Sole wymyśliła inny, rewolucyjny system aplikacji kosmetyku – za pomocą pędzla. Na początku podchodziłam do niego sceptycznie, ale rzeczywiście jest skuteczny w precyzyjnym rozprowadzeniu samoopalacza. Nie pozostawia smug i zacieków, tak więc opalenizna jest bardzo naturalna. Zwłaszcza, że ja wzięłam pierwszy poziom opalenizny oznaczony „Level 1”, który przeznaczony jest do jasnej karnacji i zostawia naprawdę delikatnie brązową skórę. Kosmetyki Spray di Sole są ekskluzywne, dostępne wyłącznie w amerykańskich salonach urody i SPA. W Polsce możecie je dostać jedynie w klinice The Beauty Place.61gwkzzdldl.jpg

Skoro już zeszłam na wątek naturalnych składników, to chcę wam przedstawić także inne, godne polecenia kosmetyki. Vita Liberta to irlandzka marka specjalizująca się w luksusowych, wegańskich produktach samoopalających i brązujących. Miałam okazję stosować wodny samoopalacz, który podczas aplikacji zamienia się w delikatną piankę. Co ciekawe, kosmetyki Vita Liberta również pozbawione są przykrych substancji zapachowych, więc po ich zastosowaniu nie śmierdzi się jak prażona frytka. Opalenizna jest widoczna, ale bardzo subtelna. Do zadowalającego mnie poziomu krycia musiałam wykonać 3 aplikacje, ale efekt jest tego wart. Kolejnym ciekawym produktem z oferty Vita Liberta jest Body Blur – krem, który ma działanie filtra z Instagrama 🙂 Wystarczy nałożyć małą ilość na twarz przed aplikacją makijażu i skóra jest bardziej rozświetlona i promienna.

Balsamy brązujące

Delikatniejszą formą samoopalaczy są balsamy. Z mojego doświadczenia wynika, że na bardzo jasnej skórze (jaką posiadam) nie są one wystarczające do „zbudowania” widocznej opalenizny. Wyjątkiem jest wcześniej wspomniany balsam firmy St. Tropez. Generalnie balsamy stosuję jako dodatek podtrzymujący efekt samoopalacza. Wypróbowałam ich naprawdę sporo – także powyższych marek. Moim faworytem jest zdecydowanie balsam budujący opaleniznę marki Lirene. Jest skuteczny, długo utrzymuje się na skórze, ma przyjemny zapach i dodatkowo nawilża. Do tego jest w bardzo rozsądnej cenie, co w ogóle przemawia na jego korzyść. Mimo mojej miłości do marki Fake Bake, niestety jestem rozczarowana balsamem stopniowo budującym opaleniznę dla sportowców o nazwie „Sport”. Producent obiecywał, że jego wyjątkowość polega na odporności na pot i otarcia skóry, dzięki czemu opalenizna powinna utrzymywać się na skórze mimo intensywnych treningów i silnie przylegających do ciała ubrań. Nie udało mi się tego sprawdzić, gdyż balsam ten nigdy nie zbudował na mojej skórze opalenizny. Mam wrażenie, że to zwykły balsam, do którego zapomniano dodać substancji brązujących.

Natryski

Jeśli mimo specjalnych aplikatorów, nie czujesz się na siłach, by samodzielnie użyć samoopalacza, jest też rozwiązanie, które Cię wyręczy. Mowa o natryskowym opalaniu, które ostatnio stosuję naprawdę nałogowo. Specjalistka pomaga Ci dobrać kosmetyk do skóry i Twoich oczekiwań co do koloru opalenizny. Zasadniczo produkty używane do natryskowego opalania to po prostu samoopalacze, tylko o większym stężeniu. Zabieg trwa dosłownie 10 minut i jest totalnie bezinwazyjny. Nie licząc chłodnej mgiełki na ciele i podmuchu jak z odkurzacza przy suszeniu kosmetyku. W Warszawie byłam w dwóch punktach oferujących natryskowe opalanie: Opalizu znajduje się na Mokotowie, w rejonach tzw. Mordoru. W centrum, przy ulicy Pańskiej znajduje się autoryzowany punkt samoopalający firmy Fake Bake, który wykonuje zabiegi wyłącznie na produktach tej marki. Co ciekawe, opalanie natryskowe kosmetykami Fake Bake mogą stosować nawet kobiety w ciąży. Naturalny skład kosmetyków jest bezpieczny dla dzidziusiów. Zabieg kosztuje ok 100 zł, opalenizna utrzymuje się ponad tydzień. Jeśli nie masz czasu wybrać się do salonu, konsultantka może przyjechać do Twojego domu (ta usługa jest dodatkowo płatna). Uczciwie muszę przyznać, że ta z punktu Fake Bake jest trwalsza – ale też trudniejsza do zmycia. Po opalaniu natryskowym niezwykle istotne jest regularne nawilżanie skóry, aby dłużej utrzymać efekt opalenizny, raz na dwa dni stosuję balsam budujący opaleniznę.opalenizna bez slonca wesowow 5

Warto wiedzieć:

Oto kilka podpowiedzi, które ułatwią Ci stosowanie kosmetyków brązujących. Niektóre z nich zasłyszałam od specjalistów, inne wypracowałam sama, by jak najłatwiej zapewnić sobie zdrową opaleniznę i jak najdłużej cieszyć się brązową skórą:

  1. Peeling – zanim zaaplikujesz jakikolwiek kosmetyk brązujący, porządnie speelinguj swoją skórę. Chodzi o to, by usunąć martwy naskórek, który w kontakcie z samoopalaczem może zacząć się łuszczyć i tworzyć nieestetyczne plamy. Peeling najlepiej wykonać dzień przed aplikacją samoopalacza, by skóra zdążyła „ochłonąć” po silnym tarciu.
  2. Nawilżanie skóry – nigdy nie stosuj balsamu do ciała bezpośrednio przed aplikacją samoopalacza. Oleista konsystencja balsamów może skutkować nierównomiernym rozprowadzeniem i plamami. Gdy opalenizna już się utrwali polecam nakładać balsam po każdej kąpieli. Kolor dłużej utrzyma się na nawilżonej skórze.
  3. Umyj ręce! Gdy skończysz aplikować samoopalacz koniecznie pamiętaj o porządnym umyciu dłoni – zwłaszcza w miejscu zgięcia palców i pomiędzy nimi. Po mojej przygodzie z brązowymi dłońmi skłaniam się ku stosowaniu jednorazowych rękawiczek do aplikacji samoopalacza. 
  4. Łokcie, kolana, nadgarstki, pachwiny, paznokcie – to newralgiczne miejsca, w których samoopalacz lubi się osadzić, co po kilku godzinach może skutkować pomarańczowymi plamami. W salonach z natryskowym opalaniem smaruje się cieniutką warstwę balsamu właśnie  w tych miejscach, by uniknąć wpadki. To już wyższa szkoła jazdy, ale być może wskazówka dla drobiazgowych osób. 
  5. Depilacja – staram się usunąć wszystkie zbędne włoski dzień przed zastosowaniem samoopalacza. Kontakt maszynki do golenia z każdą opalenizną (nawet słoneczną) kończy się białymi paskami. Nie ma tu żadnych czarów – mechaniczne zdarcie wierzchniej warstwy naskórka, osłabia także jego kolor. Zastosowanie produktów brązujących bezpośrednio po goleniu może spowodować zabarwienie mieszków włosowych (efekt – mało estetyczne, brązowe kropeczki) i podrażnić skórę.
  6. Twarz – nie ma żadnych przeciwwskazań do stosowania samoopalacza na twarz, jednak w przypadku tak widocznej części ciała trzeba szczególnie uważać – zwłaszcza na okolice brwi i linii włosów. Staraj się bardzo skrupulatnie rozetrzeć kosmetyk w tych okolicach. Polecam także samoopalacze przeznaczone do twarzy – mają one lżejszą konsystencję i nie zatykają porów.opalenizna bez slonca wesowow 1
  7. Ślady na białych ubraniach – nie będę ściemniać i czarować, że występują inteligentne kosmetyki brązujące, które potrafią rozpoznać różnicę między ludzką skórą a materiałem i świadomie decydują zabarwić ciało, za to ubrania pozostawiają czyste. Mimo zapewnień producentów – tak się nie dzieje. Tak więc bezpośrednio po zastosowaniu samoopalacza, aż do momentu „zbudowania” opalenizny, wybieraj ciemne – najlepiej czarne ubrania. 
  8. Gimnastyka samoopalania – muszę uprzedzić, że samodzielna aplikacja samoopalacza wymaga nieco sprawności fizycznej – zwłaszcza w przypadku opalania pleców, kiedy skupiasz się na precyzyjnym rozprowadzeniu kosmetyku. Spokojnie, wspomniane przeze mnie aplikatory ułatwiają to zadanie i nawet niezdarne muśnięcie nie zostawia na skórze żadnych smug. Możesz też poprosić swojego partnera o pomoc, a przy okazji załapiesz się na darmowy masaż. 
  9. Pot, sól, chlor – jedyny minus sztucznej opalenizny jest taki, że niestety nie jest w stanie poradzić sobie z tak ekstremalnymi sytuacjami wakacyjnymi, jak cieknący pot (problem pojawia się w zasadzie dopiero podczas bardzo silnego nagrzania ciała – czyli na przykład gdy trenujesz w upale), słona i chlorowana woda. No niestety – kąpiele w basenie lub morzu mogą powodować spłukanie barwnika – zwłaszcza, gdy ma on już kilka dni. Świeża opalenizna lepiej sobie radzi z przeciwnościami losu, choć w cieczach o dużym stężeniu soli lub chloru też wymięka.opalenizna bez slonca wesowow 3
  10. Dostałam kilka wiadomości z pytaniem, czy samoopalacze mogą źle wpływać na wrażliwe znamiona. Pogrzebałam nieco w tym temacie i według zaprzyjaźnionego mi dermatologa, nie mają one żadnego wpływu na rozrost pieprzyków, trzeba jednak pamiętać, że samoopalacz nie stanowi ochrony przed słońcem, tak więc używanie kremów przeciwsłonecznych przed wyjściem na plaże jest nadal konieczne.
  11. Wakacyjna opalenizna – gdy wyjeżdżam na urlop biorę ze sobą ulubiony samoopalacz i stosuję go na miejscu. W ten sposób wracam z o wiele piękniejszą opalenizną, niż wszystkie leżakowe frytki razem wzięte z mojego turnusu. Moim marzeniem jest, by w końcu ktoś wymyślił samoopalacz, który utrzyma się na skórze co najmniej miesiąc.

Mam nadzieję, że mój przewodnik po świecie zdrowej opalenizny jest wyczerpujący i przekonujący na tyle, że zrezygnujecie z wylegiwania się na słońcu. Ten czas można spożytkować na pływanie, uprawianie sportu, czytanie książek i zabawy z maluchem w piasku – oczywiście w cieniu.opalenizna bez slonca wesowow 4opalenizna bez slonca wesowow 2

Ilustracje: zdjęcia własne, materiały prasowe

Stopka 1

5 myśli w temacie “Opalenizna bez słońca

  1. Pani Agnieszko, za tydzien wybieram się na wakacje i mam dylemat związany z uzyciem samoopalacza. Nie chcialabym byc najbledsza na plazy ale boje się ze opalenizna zejdzie po pierwszej kąpieli w oceanie. Czy ma Pani na to jakies sposoby? Faktycznie ta opalenizna tak schodzi?

    Polubienie

    1. Nie ma się co czarować – samoopalacz to trochę trwalsza farbka na skórę i pod wpływem soli czy chloru ma prawo się zmyć. Ja przed wakacjami obowiązkowo robię opalanie natryskowe, a na urlopie po każdej kąpieli stosuję balsam stopniowo brązujący i ten system zdaje egzamin. Z drugiej strony pomyśl sobie, że lepsze to niż choroby skóry, więc zachęcam do unikania słońca 😊

      Polubienie

  2. Dziękuję za odpowiedz:). Tak wiem, dlatego uzywam tylko filtrow spf 50 z apteki i staram się nie leżeć plackiem na sloncu. Mam do wycięcia 3 znamiona ale mogę to zrobic dopiero po wakacjach i po kolejnym badaniu znamion. Tak naprawdę to po Pani tekście zmobilizowałam się do wizyty u dermatologa i nie żałuję bo jestem spokojniejsza i wiem co mam robić. Dziękuję za ten tekst, bo bardzo mi pomógł i wypchnął do lekarza (mam bardzo duzo pieprzyków).

    A z tym samoopalaczem to juz sama nie wiem:) moze tylko nogi musnę bo są najbledsze🙈

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s