Oblicza asertywności

Wbrew temu, co się powszechnie uważa, uległość nie jest równoznaczna z sympatią i akceptacją otoczenia. Powiem więcej, im bardziej dajesz sobie wejść na głowę, tym mniej masz szacunku. Zadaj sobie zatem pytanie, czy potrafisz powiedzieć „nie”?

Wiele osób nie potrafi odmawiać, ja do niedawna również zmagałam się z tym problemem. Zawsze wydawało mi się, że mam twardy charakter, że ciężko mnie zbić z tropu i potrafię bronić własnego zdania. Dopiero niedawno dotarło do mnie, jak bardzo się mylę. Odkryłam to dzięki szeregowi zdarzeń, do których doprowadziłam właśnie przez brak asertywności. Mechanizm wyglądał w ten sposób, że jak pojawiała się jakaś „prośba”, „sugestia”, czy też polecenie z zewnątrz, uważałam, że muszę je wypełnić. Bez względu na to, czy padała ona z ust mojego męża, koleżanki, czy pracodawcy. Bez względu na to, czy się z nią zgadzałam i czy fizycznie byłam w stanie jej podołać. Zazwyczaj kończyło się na tym, że mój mozolnie zaplanowany harmonogram działań się sypał, bo musiałam odebrać koszule z pralni, odwieźć koleżance kurtkę, którą zostawiła w moim mieszkaniu, czy zostać po godzinach, bo „coś wyskoczyło” w pracy. Pomijając fakt, że przez takie niezaplanowane sytuacje, mój plan dnia się sypał i nie mogłam sprostać swoim obowiązkom, to fakt załatwiania cudzych spraw naprawdę mnie uwierał. Dotarło do mnie, że nie mogę być wściekła na świat o to, że czegoś ode mnie chce. Powinnam być wściekła na siebie, że nie potrafię odmówić i wyrazić swojego zdania. Tak zaczęłam wdrażać asertywność do swojego życia.2 b

Nie będę kłamać, to doświadczenie nie było i nie jest łatwe. Zwłaszcza na początku, gdy otoczenie przyzwyczajone jest do tego, że na wszystko się zgadzasz. Nagle mówisz „nie”? To rodzi bunt, brak zrozumienia i w efekcie konflikt. Jednak nie można się poddawać, gdyż asertywność to nieodłączny element satysfakcjonującego życia i dbania o siebie. Naprawdę nie wiem, jak to się dzieje, ale zauważyłam, że ludzie mają tendencję do narzucania swojego zdania i wymuszania określonych zachowań od jednostek słabszych od siebie. Jakby każdy z nas miał wszczepiony radar, który podpowiada, którego człowieka można potencjalnie wykorzystać. A gdy on się daje, wymuszający podbudowuje swoje ego i umacnia się w przekonaniu, że jego zachowanie jest słuszne. Otóż nie jest! Ale to każdy z nas powinien wyznaczać granice i konsekwentnie się ich trzymać.

Moja wieloletnia przyjaciółka, Gosia jest doskonałym przykładem książkowej asertywności. Odkąd zaczęła pracę w korporacji i ustaliła zasady funkcjonowania ze swoim pracodawcą, codziennie 5 minut przed końcem pracy skrupulatnie pakuje swoje rzeczy i wychodzi do domu. Jest sumienna, pracowita, punktualna, zdolna, bystra, a do tego asertywna. Moja druga przyjaciółka – Agata, jest przeciwieństwem Gośki. Zawsze angażuje się w każdy projekt, którego się podejmie – nie tylko fizycznie, ale także emocjonalnie. Daje z siebie 200 procent. Pracuje po nocach, nie śpi… Do tego zarabia marne grosze, a jak zdarzy się jej zachorować, czy zaspać do pracy (bo wyszła z niej o 23 poprzedniego dnia), to dostaje niezłą burę od szefa. Efekt jest taki, że Gośka po pracy ma czas na życie prywatne, fitness i kino ze znajomymi, ma spokojną głowę, bo nikt nie dzwoni do niej po godzinach pracy. Wszystkie sprawy załatwiane są w biurze, bo jej współpracownicy wiedzą, że po 17 Gośka jest nieuchwytna. Agata zaś jest całą dobę pod telefonem, a wszystkie frustracje szefa i niepowodzenia w firmie spadają na jej barki. Bo jest słaba, bo się daje, bo nie postawiła sztywnych granic. Jak myślisz, która z nich jest bardziej szczęśliwa?4

Wdrażając asertywność zapewne często usłyszysz oskarżenia, że jesteś samolubna, o czym pisałam w tekście „Egoistką być…”, nie przejmuj się, to normalne. „Asertywność jest pewnego rodzaju egoizmem. Ale zdrowym egoizmem. Potrzebnym nam wszystkim. Jest pewnego rodzaju dbałością i czułością na samego siebie. Egoizm jest nadmiarem tej czułości, a raczej po prostu patologicznym zapatrzeniem na siebie. Egoizm zamyka nas na ludzi, asertywność wręcz przeciwnie – pozwala nam być z nimi bardziej, ale na zdrowych, partnerskich relacjach opartych na wzajemnym szacunku” – tłumaczy Karolina Cwalina – Stępniak – certyfikowany Coach z akredytacją PCC ICF.

W praktyce asertywność kojarzy się z umiejętnością mówienia „nie”, w rzeczywistości jest sztuką wyrażania swoich potrzeb, opinii i oczekiwań. Specjalnie użyłam słowa „sztuka”, bo jak się okazuje niewiele osób posiada umiejętność przekazywania tego, co myśli. Wydaje mi się, że nikomu z nas nie zależy na prowokowaniu konfliktów, a w przypadku odmowy jest o nie szczególnie łatwo. Wielu specjalistów twierdzi, że najbezpieczniejszą formą artykułowania swoich potrzeb, jest po prostu mówienie o sobie. Czyli w konfrontacji z „przeciwnikiem” nie mówimy: „bo Ty mi kazałeś odebrać koszulę, więc nie zdążyłam załatwić swoich spraw”, tylko: „rozumiem, że koszule są Tobie potrzebne, ale JA mam swoje sprawy do załatwienia. Jeśli zdążę ze wszystkim, podjadę dla Ciebie do pralni, ale może lepiej będzie, jeśli sam je odbierzesz”. W ogóle słowa „rozumiem, że…(po czym płynne przejście na wyrażenie SWOJEJ potrzeby)” w sytuacjach konfliktowych działa jak magiczne zaklęcie, które hipnotyzuje przeciwnika i odwraca uwagę od Twojego „nie”. Karolina Cwalina – Stępniak podpowiada inne sposoby na trening: „Asertywność nie jest genetyczna, każdy z nas może ją ćwiczyć. Nie ma jednej recepty, jak ją w sobie zbudować. Oczywiście wymaga to pracy krok po kroku i przede wszystkim konfrontowania się z sytuacjami trudnymi. Na początku można próbować mówić o swoich potrzebach częściej w środowisku bezpiecznym – czyli tam, gdzie czujemy się dobrze, w gronie bliskich, znajomych. Powoli przygotowywać się do tego, aby móc np. zabrać głos w pracy czy w innym środowisku, gdzie nie czujemy się już tak bardzo pewnie”.1 b

Niestety wciąż osoby asertywne są potępiane, ponieważ rozbijają zastane schematy, prowokują zmiany, które dla nikogo nie są łatwe. Stają okoniem, zmuszają do myślenia, a co za tym idzie – rozwoju: „Gdybyśmy wszyscy byli pasywni, świat stałby w miejscu. Dlatego ludzie asertywni są czasem postrzegani jako wichrzyciele, podważają status quo. Poza tym nie umiemy rozmawiać – zwłaszcza o błędach, trudnych sytuacjach, ciężko jest nam się z kimś nie zgadzać. Dlatego czasem chęć zmiany stanu rzeczy może być odbierana jako osobisty atak a niekoniecznie jako działanie w dobrej wierze. Dlatego ważne jest nie tylko co, ale też (albo przede wszystkim) JAK mówimy” – słusznie zauważa Karolina Cwalina – Stępniak. Myślę, że ćwiczenie sposobu artykułowania swoich potrzeb to dobry początek drogi do asertywności. Nie bójmy się zabiegać o swoje zdanie, komfort psychiczny i dobre samopoczucie. Bo tylko osoba szczęśliwa może dać szczęście innym. 3

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s