Przypadłość chomika

Moje genetyczne obciążenie związane z kuzynem – gryzoniem (nawiązanie do mojego panieńskiego nazwiska „Szczurek”) nie ma tu nic do rzeczy. W grę wchodzi ludzka słabość do przywiązywania się do przedmiotów i trudność pozbycia się zbędnych rzeczy. Czy Ty także jesteś typem chomika?

Temat gromadzenia najróżniejszych przedmiotów bardzo często kołacze się w mojej głowie. Ostatnio znów mnie dopadł przy okazji Dnia Dziecka, kiedy moja półtoraroczna córeczka nazbierała pokaźną górę prezentów od babci, cioci, wujka, kolejnej cioci, od wspaniałomyślnych PR-owców i innych życzliwych ludzi, którzy chcieli zrobić przyjemność małej istocie i jej rodzicom. Naprawdę, to bardzo miłe i nie ukrywam, że sama cieszyłam się upominkami dla Róży chyba bardziej niż ona. Wszystkie podarki trafiły do zbiorów Róży, skutecznie zajmując resztki wolnego miejsca w naszym salonie. Pamiętam doskonale, jak jeszcze mała wylegiwała się w moim brzuchu – wtedy wraz z mężem wyraziliśmy stanowczy sprzeciw hegemonii dziecięcych zabawek. Byliśmy przekonani, że dziecko nie zdominuje naszego domu, że nie pozwolimy, by jej zabawki opanowały nasz salon. Opanowały. Wygląda to mniej więcej tak, że my mamy sypialnię, a Róża resztę mieszkania. Choć i w naszym pokoju nie brakuje książeczek i maskotek do zabawy. Absolutnie to nie jest jej wina, tylko moja – mam ogromny problem z pozbywaniem się zbędnych przedmiotów ze swojego życia.il 1

Inwentaryzacja

Najlepszą okazją do zweryfikowania ilości nagromadzonych śmieci jest moment przeprowadzki. Gdy dwa lata temu zmienialiśmy mieszkanie, wyrzuciliśmy 12 dwunastolitrowych wielkich worów niepotrzebnych przedmiotów. Nie wliczając tych, które nie miały na sobie większych śladów użytkowania i mogliśmy je oddać potrzebującym. 12 dwunastolitrowych worków śmieci! Zgromadzonych przez cztery lata życia tylko dwójki dorosłych ludzi. Żeby było jasne – nie jesteśmy bałaganiarzami, ba – mój mąż wręcz przejawia pedantyczne zapędy i uwierz mi, że sami byliśmy w szoku, skąd się to wszystko wzięło. Nie wspomnę o procesie pakowania, który skutecznie zakłócałam, zastanawiając się przez kilkanaście minut nad każdą rzeczą – bo może się jeszcze przyda. Na ziemię sprowadzał mnie Kuba, który swoim stanowczym tonem decydował: „do śmieci”! Miał rację – nie potrafię sobie przypomnieć ani jednego przedmiotu, który nas opuścił.il 2 b

Porządki w szafach

To dla mnie bardzo trudny temat. Nie chodzę na zakupy zbyt często, przyznam szczerze, że nie potrafię ich robić w sposób przemyślany. Moje sklepowe wojaże są kompulsywne, często rezygnuję nawet z wizyty w przymierzalni. Gdy się orientuję, że brakuje mi jakiegoś elementu garderoby, po prostu robię inwazję na galerię handlową, zawsze wchodzę do trzech tych samych sklepów, zostawiam w nich połowę swojej pensji, a później przeżywam żałobę. Gdy już negatywne emocje związane z ilością wydanej gotówki opadną, uradowana upycham nowe nabytki w szafie. Nie powiem, zdarza mi się o nich zapominać. Nawet często. A później, zupełnym przypadkiem lub przy okazji przeprowadzki, znajduję sukienki i t-shirty z zawieszoną metką. To druga fala wyrzutów sumienia, bo nie dość, że nie skorzystałam z fajnego ubrania to jeszcze metka przypomina o wyrzuconych w błoto pieniądzach. Naprawdę, bardzo sporadycznie zdarza się, że zakładam ubranie, którego nie nosiłam kilka miesięcy. Nie dlatego, że się go brzydzę, czy coś. Po prostu już ich nie czuję. Co nie oznacza, że takowe nie mają swojego honorowego miejsca w mojej szafie. Leżą tam i czekają z nadzieją, że mi się odwidzi. I tak na przykład ostatnio znalazłam t-shirty z czasów liceum. Kurna chata, to już 15 lat! Co on tam robi? Sama nie wiem. Gdy patrzę na takie okazy, obiecuję sobie, że przy kolejnej akcji porządkowania garderoby, zawiozę je do Czerwonego Krzyża. Niestety, gdy dochodzi do kolejnej akcji porządkowania garderoby, odkładam je z powrotem na półkę i daję ostatni sezon szansy. Z kosmetykami jest podobnie – pomysły na urodowy recykling znajdziecie w tekście „Niekończąca się kosmetyczka”.il 4

Nie tylko ja tak mam

Z moich obserwacji wynika, że nie tylko ja mam problem z pozbywaniem się nagromadzonych przedmiotów (co za ulga!). To chyba kwestia przywiązania, może poczucia bezpieczeństwa? Błędnego przekonania, że zalegająca latami rzecz jeszcze kiedyś się przyda. Najtrudniejszy jest moment podjęcia decyzji o jej wyrzuceniu. Gdy staję przed takim dylematem, zastanawiam się, kiedy i przy jakiej okazji miałabym ją użyć, skoro takowa do tej pory się nie nadarzyła. Wtedy łatwiej jest mi się pożegnać z niepotrzebnym przedmiotem. Jeśli dopadają mnie jeszcze wątpliwości, myślę o ludziach, którzy będą mieć z niego większy pożytek niż moja zakurzona szafa. Wówczas z lekkim sercem pakuję niepotrzebne przedmioty i zawożę do placówek, których podopieczni nie mają pieniędzy na fanaberie. Tylko z niepotrzebnymi zabawkami Róży jeszcze nie potrafię się rozstać. il 5

Ilustracje: Edyta Klaper

Stopka 1

Jedna myśl w temacie “Przypadłość chomika

  1. Ja nigdy nie przywiązywałam wagi do rzeczy, dopóki nie stałam się mamą. Teraz żal wydawać jest mi wszystkich ich ciuszków, choć o to zadbał już mój luby (podobnie jak u Ciebie) -do śmieci lub na wydanie i koniec. Zaczęłam natomiast kolekcjonować wszystkie obrazki namalowane przez moje dzieci, prace, które zrobiły swoimi rękami i tysiące zdjęć. Tego nie pozwolę do końca moich dni ruszyć. 😉 Pozdrawiam serdecznie 😊

    Polubienie

Odpowiedz na Monia Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s