Czas na zmiany

Straciłaś pracę, rozstałaś się z partnerem? Lub wręcz przeciwnie – zaczynasz nowy związek, masz przed sobą nowe wyzwania zawodowe, czeka cię przeprowadzka? I zamiast cieszyć się nowym rozdziałem w życiu wpadasz w panikę? Nie martw się, nie jesteś jedyna, większość z nas panicznie boi się zmian. 

Zawsze wydawało mi się, że małżeństwo jest synonimem stabilizacji, świętego spokoju i zwolnionego tempa życia. Dlatego też nigdy specjalnie nie napierałam na pójście do ołtarza, odkładałam to w czasie z myślą o samorozwoju, karierze i czasie młodzieńczych szaleństw. Tymczasem okazało się, że to właśnie małżeństwo zapoczątkowało lawinę diametralnych zmian w moim życiu. Ślub, ciąża i ten wielki Cud, który przewrócił moje życie do góry nogami. Uwierzcie, że ślub niczego nie zmienia. Za to dziecko zmienia wszystko. Ilość nowych sytuacji i ogrom odpowiedzialności tworzyły wrażenie, że tracę kontrolę nad swoją głową, ciałem i emocjami. To było istne kamikadze. Gdy już nauczyłam się obsługi tej małej istotki i przede wszystkim opanowałam siedzące w głowie demony, moje życie znów miało się obrócić o sto osiemdziesiąt stopni – przyszedł czas na powrót do pracy. Miałam zostawić to, co przez rok mozolnie budowałam dniami i nocami, miałam porzucić moje nowe życie, nasze nowe życie. Gdy już emocjonalnie przygotowałam się na rozłąkę z maleństwem, okazało się, że w zasadzie nie mam gdzie wracać. Podczas mojej nieobecności rozwiązano redakcję, w której wcześniej pracowałam, a nowa przełożona nie miała dla mnie podobnego stanowiska pracy. I znowu w mojej głowie zrodził się bunt. Jak to? Po tylu latach, po tym wszystkim co dla nich zrobiłam? Po tylu nieprzespanych nocach, które spędziłam nad raportami? Po tych wszystkich wyjazdach i imprezach, z których rezygnowałam ze względu na pracę? Byłam przerażona, wpadłam w panikę, wydawało mi się, że cały mój świat się zawalił. Dlaczego? Bo nie na to się nastawiłam, bo rzeczywistość zderzyła się z moimi oczekiwaniami i dała im sromotnie w kość. Mój mózg automatycznie zaczął pisać czarne scenariusze, bronić urażonego ego i zrzucać winę za zaistniałą sytuację na wszystko i wszystkich dookoła. Klasyka gatunku. „Widmo nadchodzących zamian w każdym z nas wywołuje naturalny lęk. Każdy człowiek reaguje strachem na to, co nieznane. Różni nas za to stopień natężenia lęku oraz reakcja umysłu na sytuacje stresowe. Na jednego zmiany będą działały paraliżująco, na innego – mobilizująco” – tłumaczy mi Sylwia Miller – psycholog i psychoterapeutka. 

Lęk przed utratą bezpieczeństwa

W mojej sytuacji szok był tak silny, że spowodował absolutny paraliż – nie tylko ciała, ale także umysłu. To właśnie lęk przed utratą bezpieczeństwa hamuje nas przed podejmowaniem wyzwań i jest odpowiedzialny za strach przed zmianami. Ludzki mózg działa na zasadzie utartych schematów: podążamy drogą, którą znamy, jemy dania, które lubimy, wchodzimy do sklepów, które znamy. Bo wiemy, co nas w nich czeka, bo nie musimy się bać, zastanawiać. Mózg idzie na skróty: taka jego natura. A w naszym interesie jest, by go trenować do podejmowania nowych wyzwań, tylko wtedy mamy szansę na rozwój. Wyjście poza strefę komfortu, czyli poza granice znanych nam sytuacji, emocji, zachowań pozwoli nam z czasem opanować swój lęk. Nasz mózg musi się wtedy nieźle nagimnastykować, by odnaleźć się w nowej sytuacji, ale ten trening jest mu potrzeby do tego, by w przyszłości lepiej radzić sobie z nowymi okolicznościami oraz abyś sama nie bała się podejmowania wyzwań. Nie musisz robić tego gwałtownie – dla niektórych metoda małych kroczków jest o wiele bardziej skuteczna, niż rzucanie się na głęboką wodę. 

Zmiany, ilustracja: Edyta Klaper

Lęk przed porażką

Zmiany często kojarzą nam się z porażką.  Zwłaszcza te, które na pierwszy rzut oka wydają się dramatem życia: mam tu na myśli utratę pracy, czy rozstanie z partnerem. Prawda jest taka, że w znakomitej większości takie przełomy są wyłącznie symbolem nowego, lepszego rozdziału w życiu. Lęk przed porażką paraliżuje nas zwłaszcza w kontekście podejmowania decyzji i nowych wyzwań. Boimy się, że w nowej pracy nie zostaniemy docenione, że nie będziemy potrafiły pokazać na co nas stać. Wiesz co? Ze strachem zakodowanym w głowie masz o wiele większe szanse na paraliż języka lub innych kończyn, kiedy będziesz musiała się zareklamować z jak najlepszej strony. Wyrzuć z głowy demony, skup się na tym, co tu i teraz. Boisz się, że nowy partner cię skreśli, bo uważasz, że nie jesteś wystarczająco ładna, zabawna i pociągająca? Jego strata.

Demony z dzieciństwa

Zakorzenione wzorce, które są nam wpajane od urodzenia mają ogromny wpływ na to, jak działamy w dorosłym życiu, również jak reagujemy na strach. „Prawidłowym schematem wychowawczym dziecka jest stopniowe pozwalanie na wykształcenie jego samodzielności. Jednak praktyka pokazuje, że rodzice znacznie częściej są nadopiekuńczy: chcą je we wszystkim wyręczać, robiąc mu tak naprawdę krzywdę i zaburzając jego poczucie własnej wartości. Często też podświadomie wpajamy lęki w psychikę naszych dzieci, chcąc je chronić przed sytuacjami życia codziennego. Trzeba zdać sobie sprawę, jak ważny jest sposób komunikacji zagrożenia. Krzycząc: „Uważaj, bo się przewrócisz!”, na pewno nie uchronisz dziecka przed upadkiem, a raczej spowodujesz, że nowe doświadczenia będą kojarzyły się z lękiem i strachem. Zadaniem nas, rodziców, jest oszacowanie zagrożenia i odpowiednia reakcja na sytuację w taki sposób, by nie zakłócać rozwoju samodzielności i nie dopuścić do zagrożenia zdrowia malucha” mówi Sylwia Miller. Dlaczego o tym piszę? Bo dopiero po rozmowie z psychologiem uświadomiłam sobie, że moje aktualne reakcje są konsekwencją komunikatów z dzieciństwa. Również jako matka staram się korygować lęki z przeszłości, by nie przenosić ich na moją córkę. 

Charakter i osobowość

Każdy z nas jest inny: mamy różne charaktery, temperamenty, osobowości – a to wszystko ma wpływ na percepcję świata i reakcję na napotykające nas sytuacje. Na pytanie, jak sobie poradzić z tkwiącymi w nas lękami (które ja nazywam „demonami”), ekspert odpowiada jednoznacznie: „Nigdy w zupełności nie pozbędziemy się swoich lęków, trzeba je oswoić i nauczyć się z nimi żyć, a może z czasem nawet uda się je wykorzystywać do pozytywnego działania” – mówi Sylwia Miller.

Jeśli wydaje ci się, że nie zasługujesz na nic lepszego, niż to, w czym tkwisz od lat, to jesteś w głębokim błędzie. Nie pozwól, by niska samoocena paraliżowała cię przed podjęciem decyzji, która może być punktem zwrotnym w twoim życiu lub karierze. 

Boisz się utraty pracy? Nie martw się, znajdziesz kolejną, lepszą. Albo ona znajdzie ciebie – to zdarza się cały czas. Uważasz, że nie spotkasz lepszego faceta? Ale czy naprawdę chcesz przez całe życie być z kimś, kto cię nie kocha? Boisz się zmiany miejsca czy wyprowadzki do nowego miasta? To świetna okazja do zmiany otoczenia i poznania nowych, ciekawych ludzi. Ja dopiero po kilku dniach oddechu i wnikliwej analizie sytuacji doszłam do prostego wniosku: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zdałam sobie sprawę, że zmiana zawsze wiąże się ze stratą, co nie oznacza, że jest ona negatywna. Gdyby nie utrata pracy, do tej pory nie odważyłabym się otworzyć własnego bloga i robić tego, co kocham, w sposób, jaki mi się podoba i na moich warunkach. Jest to jakiś argument, prawda?

il. Edyta Klaperzmianyzmiany 2.jpg

ilustracje: Edyta Klaper; konsultacja merytoryczna: Sylwia Miller

Stopka 1

12 myśli w temacie “Czas na zmiany

  1. Super tekst, bardzo fajnie się Ciebie czyta:) ja jak mam styczność z demon, mówię sobie „co ma być to będzie, a po burzy zawsze wychodzi słońce” – nawet pomaga 🙂 sukcesów w dalszym pisaniu 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Życzę powodzenia! Będę zaglądać. Pamiętam Cię z przelotnych spotkań w murach wrocławskiego dziennikarstwa 😉 Dobrze wiedzieć, że podobne „demony” i podobne problemy dopadają każdą kobietę -nawet taką, która jest osobą znaną. To bardzo fajne, że masz w sobie tyle odwagi, aby o tym pisać.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Jakbym czytała o sobie sprzed kilku miesięcy …
    Rok temu skończyłam studia. W maju obiecano mi miejsce w pewnym wydawnictwie. Nie szukałam innej posady, w spokoju przygotowywałam się do obrony, czułam się bezpiecznie. W lipcu wiadomość – nie ma dla pani miejsca. Szok, płacz, rozpacz, świat się walił. Wysyłałam CV w wiele miejsc. Jeden człowiek oddzwonił i tak zostałam copywriterem. Uwielbiam swoją pracę i przede wszystkim ludzi, z którymi tam jestem. Tworzymy naprawdę zgrany team – służbowo i prywatnie. Także nie ma tego złego, co by na bardzo dobre nie wyszło 🙂
    Będę zaglądać, Pani Agnieszko i życzę powodzenia!

    Polubienie

  4. Świetny i prawdziwy tekst, idealnie wpasowuje się w moją obecną sytuację bo zmieniam pracę i rozstałam się z partnerem. Nie jest łatwo ale po lekturze patrzę na to wszytsko bardziej optymistycznie 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s